Travel on Gravel!

kubolsky
Wpisy archiwalne w kategorii

solo

Dystans całkowity:46148.12 km (w terenie 1.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:1980:47
Średnia prędkość:23.30 km/h
Maksymalna prędkość:162.97 km/h
Suma podjazdów:130025 m
Maks. tętno maksymalne:224 (122 %)
Maks. tętno średnie:155 (80 %)
Suma kalorii:1556101 kcal
Liczba aktywności:1242
Średnio na aktywność:37.16 km i 1h 35m
Więcej statystyk
Sobota, 13 kwietnia 2013 Komentarze: 4
Dystans 42.18 km
Czas 01:41
Vśrednia 25.06 km/h
Vmax 39.60 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
W tygodniu umówiliśmy się z bracholem i ekipą na rowerowy wypad na działkę. Pogoda na weekend zapowiadała się wyśmienicie, stąd też padło na start w sobotę, w południe. Tuż przed 12.00 przyszykowałem się do wyjazdu, spakowałem plecak i wyskoczyłem z rowerem poczekać na Wojtasa. Trzy obroty korbą sprawiły, że dopadła mnie furia, a krew zalała :/.
Dzień wcześniej Fura doczekała się wymiany łańcucha. Ten fabryczny zdążył się już rozciągnąć. Wybór padł na Shimano CN-HG50, opisywany w necie jako solidny i niedrogi. Tego wieczora trochę się namęczyłem z rozkuwaniem starego łańcucha, ponieważ nie posiadam skuwacza, a sam łańcuch nie był spinany spinką. Ostatecznie postanowił skapitulować, a ja naciągnąłem na rower nowy, świeżo nasmarowany. Brak jazdy testowej (było juz dosyć późno) okazał się ogromnym błędem. Gdybym sprawdził jak funkcjonuje odświeżony napęd, dowiedział bym się, że kaseta również musi zostać zastąpiona przez nową. Niestety nie sprawdziłem. Dowiedziałem się o tym nieprzyjemnym fakcie tuż przed wyjazdem i tym samym swój udział we wspólnej eskapadzie musiałem odwołać. Nie poddając się jednak wsiadłem w samochód i udałem się do sklepu rowerowego, celem nabycia drogą kupna nowej. Tu niestety nie miałem zbytniego wyboru, a chcąc za wszelką cenę dotrzeć na działkę jeszcze tego dnia, zakupiłem Shimano CS-HG41 wraz z kluczem montażowym, udałem się z powrotem do domu i po pół godzinie miałem znów sprawny rower. Gdy w końcu gotowy byłem do wyjazdu (ponownego), jak na złość pogoda pokrzyżowała moje plany. Najprawdopodobniej znudziło się jej sypanie śniegiem i postanowiła rozszerzyć swój repertuar o deszcz :/. Tym samym czekało mnie kolejne pól godziny siedzenia w domu. Gdy w końcu łaskawie przestało lać z nieba zebrałem się po raz kolejny, lecz po wyjściu za próg uwagę mą przykuły kolejne ciemne, szybko zbliżające się chmury. Przytomnie postanowiłem po raz kolejny odłożyć start, i dobrze zrobiłem. Nie minęło 10 minut i znowu lało. Kolejne pół godziny w domu :/. Siedząc z dupą w miejscu ustaliłem sam ze sobą, że jak tylko tym razem przestanie, to choćby nie wiem co się działo jadę. Przestało, a ja ruszyłem z kopyta. Po wyjeździe z miasta szybka analiza nieba nad głową wykazała, że za plecami mam kolejną chmurę, a na domiar złego ta poprzednia nie zdążyła za daleko uciec. Mimo perspektywy chcącego mnie dopaść deszczu i tak jechało się wyśmienicie. 3/4 trasy to zasuwanie z wiatrem w plecy i prędkością stałą koło 30 km/h. Tylko sporadyczne chwilowe zmiany kierunku powodowały, że atakowały nie boczne, dość silne podmuchy. Ostatecznie w zadziwiająco szybkim tempie dotarłem do OW w Skorzęcinie, gdzie postanowiłem strzelić panoramę

Wjazd do Skorzęcina © kubolsky


Opustoszały ośrodek wygląda dość osobliwie. Generalnie jestem jedną z tych osób, które w sezonie trzymają się od tego miejsca z daleka. Zeszłoroczny rodzinny wyjazd utrwalił mnie w przekonaniu, że o odpoczynku tam nie ma mowy, gdyż "ludziów tam jak mrówków" i nie da się normalnie przemieszczać, leżenie na plaży to jedna wielka rewia mody, a odbijające się od łysych głów karczków słońce oślepia człowieka na każdym kroku. Poza tym ceny z kosmosu i kolejki do wyjazdu autem na całą długość OW (kolejka=czekanie przez polowę pobytu, jeśli nie dłużej).
Tym razem jednak nie było najmniejszego problemu z przejazdem od bramy do bramy i już po chwili pomknąłem lasem w stronę urokliwego skrótu w klimatach XC, ze Skorzęcina do Wylatkowa. Generalnie obawiałem się błota w lesie i zerowej przejezdności owego skrótu z powodu rozebranej, albo zalanej kładki. Całe szczęście przed moim wyjazdem zadzwonił Wojtas z informacją, że śmiało mogę tędy śmigać. Jak zresztą widać, po kładce można przejechać bez najmniejszego nawet kontaktu z wodą

Skrót do Wylatkowa © kubolsky


Teraz tylko szybko przez łąkę i jestem w Wylatkowie. Stąd asfaltem do Przybrodzina i w lewo na Ostrowo. Wyjazd z lasów we Wylatkowie to nieprzyjemne zderzenie z wmordewindem, ale wypracowana niezła, średnia prędkość zmusiła mnie do nie poddawania się. Tym samym mimo mojej miizernej aerodynamiki przemknąłem szybko do Przybrodzina, a następnie przez las śmigąłem do mety. Tam czekało na mnie zimne piwko, a to solidny motywator do jazdy :)
Dzięki sprzyjającemu w znakomitej większości trasy wiatrowi w plecy i silnemu zaparciu się na szybki przejazd, 45 km trasy pokonałem w 1:40, co jest mam nadzieję jakimś moim personal best. Mam nadzieję, bo nadal tego nie wiem - zwyczajnie nie śledzę swoich rowerowych poczynań ;)

Na miejscu już tylko szybki prysznic, skok w normalne ciuchy, piwo w dłoń i pierwszy grill w tym roku :) Później już tylko rozmowy do późnego wieczora, za każdym opróżnionym browarewm coraz śmieszniejsze i coraz bardziej absurdalne :P

Sobota, 6 kwietnia 2013 Komentarze: 2
Dystans 14.85 km
Czas 00:46
Vśrednia 19.37 km/h
Vmax 38.60 km/h
Temp. 7.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Korzystając z nieśmiało poprawiającej się aury postanowiłem wyskoczyć na rower, a przy okazji owego wypadu zaliczyć dodatkową korzyść. Zadzwoniłem więc do koleżanki celem umówienia się do fryzjera. Los mi sprzyjał i mogłem ruszać. Jechało się naprawdę fajnie i powiem szczerze, że pierwszy raz od dawna zacząłem wyczuwać nadchodzącą (w końcu!) wiosnę :) Ostatecznie nie licząc przerwy na ścięcie ;) wykręciłem szybką pętlę przez miasto, następnie Różą na Winiary i z Winiar do domu. Po drodze zatrzymałem się jeszcze na ulicy Żabiej, aby cyknąć fotkę pałacyku/kamienicy/budynku mieszkalnego na wzgórzu Kustodii.

Kamienica na wzgórzu Kustodii © kubolsky


Mam też nadzieję, że nie jest to ostatni wpis dnia dzisiejszego. Postaram się wyciągnąć pana Jurka i Marcina :)
Środa, 3 kwietnia 2013 Komentarze: 3
Dystans 10.00 km
Czas 00:30
Vśrednia 20.00 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Co się będę oszukiwał - ta pogoda, mimo że ciut lepsza, niezbyt nastraja mnie do jazdy. Klnę pod nosem, ponieważ prognozy sprzed jakiegoś czasu obiecywały znaaacznie więcej i swój urlop miałem spędzić aktywnie, nabijając keamy, a realia wyglądają tak, że w ciągu dwóch dni wykręciłem (o zgrozo!) niecałe 24km :/
Dziś wsiadłem na rower tylko dlatego, że miałem do zrobienia niewielkie, lecz niezbędne zakupy i postanowiłem kopsnąć się do PiP. Po drodze nie aplikowałem sobie bezpośrednio w kanały słuchowe gitarowego brzmienia, więc całe dzisiejsze 10 km towarzyszyło mi nieznośne skrzypienie gdzieś z roweru. Początkowo myślałem, że to suport. Po chwili namysłu i eksperymentów tą opcję skreśliłem. Kolejne do głowy przyszły mi widły. Tak szybko jak przyszły, tak szybko odeszły - no gdzie, nowe widły?! Po chwili doznałem olśnienia - to musi być sztyca/siodło i ich system montażowy. Wracając poddałem Epicona testowi o którym mowa w tytule wpisu - droga wiodła przez gnieźnieński rynek i deptak, wyłożone na całej długości "kocimi łbami". Zgodnie z odwiecznym prawem, skoro w tamtą stronę miałem pod górkę, to z powrotem nie ma innej opcji - musi być w dół :) Rozpędziłem się i wzbudzając wszechobecne przekleństwa mijanych przechodniów pomknąłem na dół. Krótko - poczułem, że jest znacznie lepiej niż z fabrycznym amorkiem ^^
W domciu dobrałem się do rury podsiodłowej - solidnie ją wyczyściłem, nasmarowałem i zamontowałem na nowo, ciut wyżej nawet niż pierwotnie :P Nie byłem niestety do końca przekonany do słuszności moich działań, więc postanowiłem rozkręcić jeszcze siodło wraz z mocowaniem. Pierwszy ruch imbusem spowodował, że moja pewność wrosła do granic możliwości - śruba wydała ten nieprzyjemny dźwięk, który towarzyszył mi całą dzisiejszą drogę. Rozkręciłem wszystko, wyczyściłem, nasmarowałem i skręciłem do kupy. Mam nadzieję, że jutro pojeżdżę w ciszy. Tak, jutro mam nadzieję kontynuować testy ;)

EDIT 04.04.13 - Wypad do PiP po Lubuskie Jasne. Wspaniale jest jeździć w ciszy gdy nic nie skrzypi, a jedyny dźwięk jaki dochodzi do uszu to szum Race Kingów :)
Wtorek, 2 kwietnia 2013 Komentarze: 6
Dystans 13.75 km
Czas 00:36
Vśrednia 22.92 km/h
Vmax 32.70 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
W końcu się zebrałem do testowania nowych wideł. Dzisiejsza pogoda, na tle tej z ostatnich dni wyglądała naprawdę znośnie - pochmurno, ale bez opadów, na minimalnym plusie, praktycznie bez wiatru - no trzeba było korzystać. Asfalty w moich okolicach wyglądały na suche i przejezdne, postanowiłem więc wykręcić asfaltową pętelkę Gniezno - Krzyszczewo - Pyszczyn - Gniezno. Siup na rower i heja przed siebie! Pierwsze parę km bylo naprawdę super, ale niestety po odbiciu z drogi Gniezno - Zdziechowa w stronę Krzyszczewa okazało się, że tam gdzie ruch jest znikomy na drogach nadal rządzi pośniegowa, śliska breja. Pewnie gdybym przed wyjazdem wykręcił SPD i wkręcił normalne pedały pofatygował bym się w tą srytę, lecz przypięty do roweru czułem się dość niepewnie i postanowiłem zawrócić. Summa summarum kaemów wyszło niewiele, średnia prędkość nie najgorsza, a trzy tygodnie bez jazdy dały się odczuć (nie jakoś intensywnie, ale zawsze).
Po drodze strzeliłem jeszcze cztery fotki, z czego dwie to panoramki :). Można je oblukać poniżej. Dodam tylko, że ostatnie zdjęcie ma niewiele wspólnego z kręceniem na rowerze, ustrzeliłem je bardziej z sentymentu - tam mieszkali i pracowali kiedyś moi Dziadkowie, tam też spędziłem kawał swojego życia. Jak wszystko co miało miejsce dawniej, za dzieciaka, tam również kiedyś było ładniej/fajniej/lepiej/ciekawiej.

Panorama osiedla Winiary oraz wlotu do miasta z ulicy Powstańców Wlkp © kubolsky


Powstańców Wlkp, kierunek Gniezno © kubolsky


Widok na os. Winiary z ulicy Powstańców Wlkp (Kustodia) © kubolsky


Tu też się wychowywałem :) © kubolsky


Wróćmy jeszcze na chwilę do tytułu wpisu. Jak już pisałem, wyjeżdżając postanowiłem, że po drodze sprawdzę jak pracują nowe widły. Niestety mimo najszczerszych chęci na gładkim asfalcie ciężko sprawdzić jak amor wybiera nierówności, w teren to w ogóle póki co się nie zapuszczam, a ostatecznie nawet zapomniałem, że mam blokadę skoku i że mógłbym obczaić, jak zblokowany amor sprawdza się na równej nawierzchni (znaczy jaka jest przewaga zblokowanego amorka nad tym nawet lekko bujającym). Ostatecznie z testów wyszło praktycznie wielkie nic. Trzeba po prostu poczekać na bardziej sprzyjające testom warunki. Na lepsze warunki poczekam również z nową focią Fury ;)

Na koniec końców jeszcze tradycyjnie mapka:

Środa, 6 marca 2013 Komentarze: 2
Dystans 37.10 km
Czas 01:36
Vśrednia 23.19 km/h
Vmax 51.60 km/h
Temp. 8.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Dzień zaczął się nieciekawie - samochód odmówił posłuszeństwa. Ponieważ moja wiedza z zakresu mechaniki samochodowej bliska jest zeru bezwzględnemu bez zastanowienia oddałem auto do mechanika. W ten oto sposób zyskałem pseudo wolny dzień w kalendarzu. Pseudo, bo zdalna praca obca mi nie jest. Wolny, ponieważ jednak nie muszę cisnąć w fotelu, za kółkiem 250 km w jedną i 250 km w drugą stronę. Ów dzień, dzięki wybitnie sprzyjającym warunkom pogodowym należało by spożytkować w oczywisty sposób. Tak tez uczyniłem. Nie miałem zbytniego konceptu na trasę, ale na szczęście po chwili przypomniał mi się ostatni wpis Marcina. Tym oto sposobem wybrałem się do Dziekanowic. Wycieczkę rozpocząłem dość niefortunnie, gdyż do jazdy wybrałem złą stronę wyremontowanej DK5 i po paru minutach jazdy serwisówką trafiłem w ślepy zaułek.

Dead end, czyli S5 się urywa w polu © kubolsky


Chcąc, nie chcąc musiałem wykręcić rogala i najbliższym wiaduktem nad DK5 przedostać się na drugą stronę. Dalej nic specjalnie interesującego się nie działo, ot jazda do wyznaczonego celu. Podzielam zdanie Marcina na temat drogi pieszo - rowerowej do Dziekanowic - nie dość, że z kostki brukowej, to jeszcze dziurawa jak szwajcarski ser. Niesamowitą ulgą było z niej w końcu zjechać i asfaltem ruszyć w stronę wsi, a następnie jeziora.
Nad jeziorem ustrzeliłem nową profilówkę dla Fury i ruszyłem w drogę powrotną, tym razem przez wieś, polną, lecz pięknie asfaltową drogą. W końcu dotarłem do "traktu rowerowego" (tak bym właśnie tą ścieżkę nazwał, bo droga dla rowerów to to nie jest) między Łubowem a Dziekanowicami i pognałem do domu.

Poniżej kila cykniętych dziś fotek...

Jezioro, plaża, mostek i Ostrów Lednicki © kubolsky


Fura na tle jez. Lednickiego © kubolsky


Kaszel i dwie wierzby © kubolsky


S5 z wiaduktu © kubolsky


...oraz tradycyjnie mapka z Endo



P.S. W weekend ma wrócić zima :( WHYYYYYYYYYYYY?
Poniedziałek, 4 marca 2013 Komentarze: 3
Dystans 10.00 km
Czas 00:27
Vśrednia 22.22 km/h
Vmax 36.80 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Dziś krótko i bez mapki, bo i dystans jest mocno umowny. Poniedziałek, jako ten jeden z najgorszych dni w tygodniu (szczerze, komu się autentycznie chce iść po weekendzie do pracy?!) przywitał mnie iście wiosenną pogodą. Żal mi się niesamowicie zrobiło, gdy pomyślałem, że tak piękny dzień spędzę w pracy zamiast na rowerze. Na całe szczęście dziś sobie zaplanowałem pracę w Poznaniu, a dzięki "kochanej" GDDKiA połączenie z w/w mam dosłownie ekspresowe (S5 FTW!!!) Tym samym praca się skończyła, a ja dość szybko znalazłem się w domu i postanowiłem wykorzystać ową cudną aurę. Na dłuższy wyjazd solo za specjalnie nie czułem klimatu, tym bardziej, że wolnego czasu i tak za wiele dziś nie mam, więc chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu umówiłem się do koleżanki na strzyżenie. W ten oto sposób, w tą i z powrotem wykręciłem marne 10 kaemów, ale z przyzwoitą średnią prędkością, oscylującą koło 22 km/h (a zaznaczam, że jechałem przez całe miasto, czyli światła, skrzyżowania, w górę i w dół, a w około ci nieszczęśni i niezdecydowani kierowcy w swoich pojazdach).
Dawać mi tu piątek zaraz! ;)

EDIT: Tylny hamulec nie dawał mi spokoju...znowu. Poszedłem więc wieczorem pogrzebać trochę przy rowerze. Cel był prosty - oczyścić klocki i tarcze, naciągnąć linkę i wyregulować baryłkę przy manetce. Nim się zabrałem do roboty spotkała mnie niespodzianka...w postaci pany w tylnym kole :)
Na szczęście nim powietrze uszło, nieświadomy zaistniałej sytuacji zajechałem do domu. Na większe szczęście mam dwie dętki w zapasie, więc problem szybko został zażegnany. Hamulce też podregulowałem :) Poniżej fotka skurczybyka odpowiedzialnego za całe zamieszanie:

Kolec wyjęty z opony © kubolsky
Sobota, 2 marca 2013 Komentarze: 3
Dystans 34.80 km
Czas 01:42
Vśrednia 20.47 km/h
Vmax 40.00 km/h
Temp. 2.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Jak założyłem, tak też zrobiłem. Dziś od rana świeci piękne, wiosenne słońce, na niebie chmur stosunkowo niewiele, a i wiatr zelżał. Trzeba by było być nienormalnym, żeby tak pięknych warunków pogodowych nie wykorzystać :P Ja o dziwo (na to wychodzi) jestem jak najbardziej normalny :) Coś nie chce mi się wierzyć...
Wskoczyłem w rowerowe ciuszki, łupina na głowę i jedziemy! Dziś postanowiłem połączyć dwie, wcześniej przejechane trasy i muszę powiedzieć, że strasznie mi sie ta pętelka spodobała. Zacząłem w drugą stronę niż ostatnim razem, a na dzień dobry przywitał mnie wiatr prosto w ry... facjatę. Niby o połowę lżejszy niż wczoraj, ale jednak nadal upierdliwy. Na całe szczęście na trasie doskwierał mi tylko nieznacznie, znakomita większość drogi to wiatr w plecy, lub delikatnie z boku.
Dzisiejsza trasa: Gniezno - Braciszewo - Strychowo - Obora - Obórka - Krzyszczewo - Pyszczyn - Goślinowo - Wełnica - odbicie Różą do miasta i przez miasto do domu.
Poniżej dwie cyknięte dzisiaj fotki. Muszę w końcu zacząć regularnie uwieczniać moje rowerowe wypady, bo kiedyś ktoś mi nie uwierzy i będzie klops :)

Goślinowo, widok na Strzyżewo Kościelne © kubolsky


Goślinowo, widok na Dębówiec © kubolsky


I jeszcze tradycyjnie mapka z Endomondo:

Piątek, 1 marca 2013 Komentarze: 2
Dystans 27.83 km
Czas 01:19
Vśrednia 21.14 km/h
Vmax 42.20 km/h
Temp. 2.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Dzisiaj, jak co piąteczek w sumie dzień biurowy (praca zdalna z domu). Nie oszukujmy się - za dużo tej pracy w piątki nie ma, więc może rower? Szybko zerkam za okno, na termometr, na accuweather.com. Za oknem całkiem całkiem - nieśmiało przebijające się wiosenne słońce (rym nie zamierzony :P ), gdzie niegdzie widoczne zza chmur błękitne niebo, drzewa nie kładą się w poziom, 5 stopni na plusie w słońcu - trzeba to wykorzystać. Szybki ordnung, łupina na łeb, telefon w kieszeń (aha, tym razem jechał ze mną :) ) i wio! Łącznie szarpnąłem 28 km, przy czym fajnie jechało się tylko do Kujawek, bo z wiatrem. Zawracamy i już tak różowo nie jest. Według Endo wiało z prędkością 22 km/h. Nie wiem czy to prawidłowe dane, nie mniej jednak wybitnie wiatr dawał się we znaki. Postanowiłem odbić na Jankowo Dolne. Okazało się, że nie wiele mi to pomogło, a mieszanka pt. brak kondycji, upierdliwy wiatr i podjazd w Jankowie to nic fajnego. Jakoś jednak dałem radę, dojechałem do Gniezna i przez miasto do domu.
Parę wniosków po dzisiejszej przejażdżce (to chyba powoli staje się tradycją): do łupiny na głowie można się szybko przyzwyczaić, Race Kingi na obręczach sprawują sie wyśmienicie na asfalcie (na bezdrożach jeszcze nie sprawdzałem, tam nadal mokro i błotniście), choć trzeba będzie jednak upuścić delikatnie powietrza, bloki w butach jeszcze wymagają doregulowania do odpowiedniej pozycji stóp, zdecydowanie należy zakupić nowe widły (już upatrzyłem Epicona RLD w dobrej cenie, teraz tylko trzeba poczekać na przypływ gotówki).
Dzisiejsza trasa: Gniezno - Osiniec - Szczytniki Duchowne - Wola Skorzęcka - Kujawki - Wierzbiczany - Jankowo Dolne i z powrotem przez miasto do domu.
Jutro zapowiada się jeszcze lepsza pogoda, już wiem jak ją wykorzystam :)

Niedziela, 10 lutego 2013 Komentarze: 0
Dystans 23.32 km
Czas 01:02
Vśrednia 22.57 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Pogoda nadal sprzyja, więc bez zbędnego zastanawiania się wsiadłem na furę i wykręciłem kolejne kilometry. Dzisiaj padło na kółko (jak sam tytuł wskazuje) Gniezno-Braciszewo-Strychowo-Obora-Obórka-Krzyszczewo-Pyszczyn-Gniezno. Łącznie wykręciłem o raptem 3 km więcej niż wczoraj, ale założony wzrost jest - to się liczy :)
Po raz kolejny ruszyłem bez telefonu (bez muzy, bez Endo, to już się staje powoli tradycją), z prostego powodu - dotykowego smartfona nie da się obsługiwać w posiadanych przeze mnie polarowych rękawicach. Mapę w Endomondo jeszcze od biedy wyznaczę sam, ale śpiewać po drodze nie będę, bez przesady :p
Jazda w ciszy po raz kolejny zakończyła się różnymi dziwnymi przemyśleniami, ale tym po raz kolejny Was zamęczać nie mam zamiaru :)
Z ciekawostek nadmienię, że o ile mnie oczy nie myliły, już praktycznie pod samym domem minąłem się z Jerzyp1956, którego serdecznie pozdrawiam!
Na koniec jeszcze się pochwalę - w dniu dzisiejszym zamówiłem nowe opony do Fury, oraz kask. Padło na gumy Continental RACE KING 2.2. Wybrałem ten model, ponieważ po pierwsze - sporo czasu spędzam na asfalcie i ubitych traktach, więc niższy profil bieżnika się przyda. Po drugie - gumy te chwalone są również przez uczestników maratonów MTB oraz XC. Taka rekomendacja mi wystarczy :) Jeżeli chodzi o kask, to padło na model Phase firmy GIRO. O nim również naczytałem się sporo pochlebnych opinii, a że znalazłem go w naprawdę fajnej cenie, do tego w czadowym matowo-czarnym kolorze, to za bardzo się nie zastanawiałem.
Na sam koniec wrócę jeszcze do sprawy kominiarki, nad brakiem której ostatnio tak ubolewałem. W dniu dzisiejszym doznałem oświecenia - przecież posiadam polarowy komin ze ściągaczem z jednej strony. Dlaczego nie użyć tego jako czapki?! Tak też uczyniłem. Już się tak o własne zatoki nie boję. Temat póki co uważam za zamknięty.
Sobota, 9 lutego 2013 Komentarze: 2
Dystans 20.29 km
Czas 01:02
Vśrednia 19.64 km/h
Temp. 1.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Może nie do końca Starych, ale parafraza tytułu kultowej piosenki Zenona Laskowika z kabaretu Tey pasowała mi tu najbardziej.
Chcąc, nie chcąc pozbyłem się na weekend 2/3 rodzinki. Żona zawinęła Juniora ze sobą do Torunia , a ja zostałem słomianym wdowcem :) Korzystając ze spokoju jaki mnie ogarnął, oraz nienaturalnie dużej ilości wolnego czasu postanowiłem wziąć furę w obroty. Dziś padło na kółeczko Gniezno - Wełnica - Goślinowo - Gniezno. Trasa może nie najdłuższa, ale 20 km podczas drugiego wyjazdu w tym roku to zakładany wzrost. Będzie lepiej :)
Dziś bez specjalnych przemyśleń (tak, znowu nie wziąłem telefonu, więc jechałem bez muzy i bez Endomondo). No, może jedno - zdecydowanie muszę zaopatrzyć się w nakrycie głowy - wolę wyglądać ciut idiotycznie, ale tym samym szerokim łukiem ominąć punkcję zatok. Od samego tylko o tym myślenia mną wstrząsa. Brrrr.
Oby jutro pogoda się powtórzyła, to znów gdzieś wypalę. Trzeba się w końcu do debiutu w zawodach zacząć przygotowywać :)

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 92191.32 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.90 km/h


92191.32

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.90 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

175d 09h 26m

CZAS W SIODLE