Travel on Gravel!

kubolsky
Sobota, 6 kwietnia 2013 Komentarze: 5
Dystans 42.71 km
Czas 02:13
Vśrednia 19.27 km/h
Uczestnicy
Sprzęt [RIP] Kross
W dalszej części dnia pogoda uległa jeszcze większej poprawie, więc szkoda było z tego nie skorzystać. Najpierw sms do Marcina. Ten z niekrytym żalem odmówił - zakuwa do egzaminu. Nie zrażając się wykonałem telefon do pana Jurka i się nie zawiodłem :) Umówiliśmy się na wyjazd o godzinie 15.00. Wyjechałem ciut wcześniej a w umówionym miejscu czekał już na mnie w/w p. Jurek wraz ze swoim wnukiem - Mateuszem. Uścisnęliśmy sobie dłonie i ruszyliśmy z wiatrem w kierunku S5, a następnie wzdłuż ekspresówki do Wierzyc. Jakieś 10 minut po starcie uświadomiłem sobie, że nie włączyłem mojego personalnego rejestratora tras w postaci Endomondo. Stąd też rozbieżność km i czasu jazdy między danymi z bikestats a mapką z Endo. Do Wierzyc jechało się wyśmienicie - drogi serwisowe wzdłuż S5 to nowy, gładki asfalt. Do tego wiatr wiał nam w plecy lub delikatnie z boku, a słońce muskało twarze wiosennymi promieniami :P Po dojechaniu do rondka we Wierzycach udaliśmy się w stronę Czerniejewa. Znam tą drogę i troszkę się jej obawiałem, ponieważ w momencie gdy wszystkie asfalty robią się czarne, tam w lesie jeszcze zalega śnieg. Całe szczęście moje obawy były bezzasadne, ale żeby nie było za różowo zamiast śniegu mieliśmy kałuże. Cóż, i tak wolę wodę zamiast tej srytowatej brei :) W końcu wyjechaliśmy z lasu i pomknęliśmy do Czerniejewa.

Między Wierzycami a Czerniejewem © kubolsky


Po dotarciu do w/w miejscowości pojawiło się pytanie - w lewo do domu, czy w prawo do domu, z tym że dłuższą drogą. Padło na tę drugą opcję. Tradycją stało się, że takie rozwiązania kończą się jazdą drogami o których nie miałem pojęcia, przez miejscowości, o których istnieniu nie wiedziałem :) Niekryty uśmiech pojawił się gdy przejeżdżaliśmy przez Kąpiel, czy Nidom :) W końcu dotarliśmy do rozjazdu na Żydowo i Gębarzewo, a kierując się na wprost dotarliśmy do tego drugiego (znanego Gnieźnianom przede wszystkim ze znajdującego się tam zakładu karnego). Tam zrobiliśmy sobie krótką przerwę na lokalnym przystanku PKS i po paru minutach śmigaliśmy dalej.

Przerwa taktyczna © kubolsky


Po minięciu nieużywanej od niedawna przez pociągi pasażerskie linii kolejowej Gniezno - Jarocin pomknęliśmy przez las ulicą Pustachowską do Gniezna. Jest to droga krótsza, niż przez Cielimowo, lecz o tej porze roku o wiele bardziej wymagająca. Po chwili naszym oczom ukazała się na całej jej długości i szerokości ta znienawidzona, śnieżna breja. Jechało się obrzydliwie ciężko (jechało to określenie mocno na wyrost, gdyż co chwila część trasy pokonywaliśmy na nogach), lecz na szczęście bez wywrotek.

Biała sryta © kubolsky


Przebijanie się przez białą srytę © kubolsky


W końcu chwyciliśmy asfalt, gdzie otrzepaliśmy rowery i ruszyliśmy do domów. Ostatecznie, mimo nieprzyjemnej jazdy w końcówce trasy wypad uważam za bardzo udany. Pogoda się poprawia, temperatura jest odczuwalnie wyższa, śniegu na polach ubywa a zamiast tego coraz częściej widać coś, co normalnie o tej porze było by świeżą, soczystą, zieloną trawą.
Na do widzenia umówiliśmy się z panem Jurkiem na jutro, w godzinach przedpołudniowych na dłuższy wypad. Trzeba korzystać z lepszej pogody. A nuż ta nas znowu (tfu!) zaskoczy. Na jutro swoją 100% obecność zapowiedział również Marcin :)

Na koniec jeszcze foto grupowe...

Pamiątkowe foto grupowe © kubolsky


...oraz tradycyjna mapka z Endo:

Sobota, 6 kwietnia 2013 Komentarze: 2
Dystans 14.85 km
Czas 00:46
Vśrednia 19.37 km/h
Vmax 38.60 km/h
Temp. 7.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Korzystając z nieśmiało poprawiającej się aury postanowiłem wyskoczyć na rower, a przy okazji owego wypadu zaliczyć dodatkową korzyść. Zadzwoniłem więc do koleżanki celem umówienia się do fryzjera. Los mi sprzyjał i mogłem ruszać. Jechało się naprawdę fajnie i powiem szczerze, że pierwszy raz od dawna zacząłem wyczuwać nadchodzącą (w końcu!) wiosnę :) Ostatecznie nie licząc przerwy na ścięcie ;) wykręciłem szybką pętlę przez miasto, następnie Różą na Winiary i z Winiar do domu. Po drodze zatrzymałem się jeszcze na ulicy Żabiej, aby cyknąć fotkę pałacyku/kamienicy/budynku mieszkalnego na wzgórzu Kustodii.

Kamienica na wzgórzu Kustodii © kubolsky


Mam też nadzieję, że nie jest to ostatni wpis dnia dzisiejszego. Postaram się wyciągnąć pana Jurka i Marcina :)
Środa, 3 kwietnia 2013 Komentarze: 3
Dystans 10.00 km
Czas 00:30
Vśrednia 20.00 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Co się będę oszukiwał - ta pogoda, mimo że ciut lepsza, niezbyt nastraja mnie do jazdy. Klnę pod nosem, ponieważ prognozy sprzed jakiegoś czasu obiecywały znaaacznie więcej i swój urlop miałem spędzić aktywnie, nabijając keamy, a realia wyglądają tak, że w ciągu dwóch dni wykręciłem (o zgrozo!) niecałe 24km :/
Dziś wsiadłem na rower tylko dlatego, że miałem do zrobienia niewielkie, lecz niezbędne zakupy i postanowiłem kopsnąć się do PiP. Po drodze nie aplikowałem sobie bezpośrednio w kanały słuchowe gitarowego brzmienia, więc całe dzisiejsze 10 km towarzyszyło mi nieznośne skrzypienie gdzieś z roweru. Początkowo myślałem, że to suport. Po chwili namysłu i eksperymentów tą opcję skreśliłem. Kolejne do głowy przyszły mi widły. Tak szybko jak przyszły, tak szybko odeszły - no gdzie, nowe widły?! Po chwili doznałem olśnienia - to musi być sztyca/siodło i ich system montażowy. Wracając poddałem Epicona testowi o którym mowa w tytule wpisu - droga wiodła przez gnieźnieński rynek i deptak, wyłożone na całej długości "kocimi łbami". Zgodnie z odwiecznym prawem, skoro w tamtą stronę miałem pod górkę, to z powrotem nie ma innej opcji - musi być w dół :) Rozpędziłem się i wzbudzając wszechobecne przekleństwa mijanych przechodniów pomknąłem na dół. Krótko - poczułem, że jest znacznie lepiej niż z fabrycznym amorkiem ^^
W domciu dobrałem się do rury podsiodłowej - solidnie ją wyczyściłem, nasmarowałem i zamontowałem na nowo, ciut wyżej nawet niż pierwotnie :P Nie byłem niestety do końca przekonany do słuszności moich działań, więc postanowiłem rozkręcić jeszcze siodło wraz z mocowaniem. Pierwszy ruch imbusem spowodował, że moja pewność wrosła do granic możliwości - śruba wydała ten nieprzyjemny dźwięk, który towarzyszył mi całą dzisiejszą drogę. Rozkręciłem wszystko, wyczyściłem, nasmarowałem i skręciłem do kupy. Mam nadzieję, że jutro pojeżdżę w ciszy. Tak, jutro mam nadzieję kontynuować testy ;)

EDIT 04.04.13 - Wypad do PiP po Lubuskie Jasne. Wspaniale jest jeździć w ciszy gdy nic nie skrzypi, a jedyny dźwięk jaki dochodzi do uszu to szum Race Kingów :)
Wtorek, 2 kwietnia 2013 Komentarze: 6
Dystans 13.75 km
Czas 00:36
Vśrednia 22.92 km/h
Vmax 32.70 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
W końcu się zebrałem do testowania nowych wideł. Dzisiejsza pogoda, na tle tej z ostatnich dni wyglądała naprawdę znośnie - pochmurno, ale bez opadów, na minimalnym plusie, praktycznie bez wiatru - no trzeba było korzystać. Asfalty w moich okolicach wyglądały na suche i przejezdne, postanowiłem więc wykręcić asfaltową pętelkę Gniezno - Krzyszczewo - Pyszczyn - Gniezno. Siup na rower i heja przed siebie! Pierwsze parę km bylo naprawdę super, ale niestety po odbiciu z drogi Gniezno - Zdziechowa w stronę Krzyszczewa okazało się, że tam gdzie ruch jest znikomy na drogach nadal rządzi pośniegowa, śliska breja. Pewnie gdybym przed wyjazdem wykręcił SPD i wkręcił normalne pedały pofatygował bym się w tą srytę, lecz przypięty do roweru czułem się dość niepewnie i postanowiłem zawrócić. Summa summarum kaemów wyszło niewiele, średnia prędkość nie najgorsza, a trzy tygodnie bez jazdy dały się odczuć (nie jakoś intensywnie, ale zawsze).
Po drodze strzeliłem jeszcze cztery fotki, z czego dwie to panoramki :). Można je oblukać poniżej. Dodam tylko, że ostatnie zdjęcie ma niewiele wspólnego z kręceniem na rowerze, ustrzeliłem je bardziej z sentymentu - tam mieszkali i pracowali kiedyś moi Dziadkowie, tam też spędziłem kawał swojego życia. Jak wszystko co miało miejsce dawniej, za dzieciaka, tam również kiedyś było ładniej/fajniej/lepiej/ciekawiej.

Panorama osiedla Winiary oraz wlotu do miasta z ulicy Powstańców Wlkp © kubolsky


Powstańców Wlkp, kierunek Gniezno © kubolsky


Widok na os. Winiary z ulicy Powstańców Wlkp (Kustodia) © kubolsky


Tu też się wychowywałem :) © kubolsky


Wróćmy jeszcze na chwilę do tytułu wpisu. Jak już pisałem, wyjeżdżając postanowiłem, że po drodze sprawdzę jak pracują nowe widły. Niestety mimo najszczerszych chęci na gładkim asfalcie ciężko sprawdzić jak amor wybiera nierówności, w teren to w ogóle póki co się nie zapuszczam, a ostatecznie nawet zapomniałem, że mam blokadę skoku i że mógłbym obczaić, jak zblokowany amor sprawdza się na równej nawierzchni (znaczy jaka jest przewaga zblokowanego amorka nad tym nawet lekko bujającym). Ostatecznie z testów wyszło praktycznie wielkie nic. Trzeba po prostu poczekać na bardziej sprzyjające testom warunki. Na lepsze warunki poczekam również z nową focią Fury ;)

Na koniec końców jeszcze tradycyjnie mapka:

Sobota, 30 marca 2013 Komentarze: 4
Dziś krótko i zwięźle - Fura wróciła do domu :) Skwituję to klasyką w wykonaniu Lorda Starka:


Wszystkie ostatnio zakupione akcesoria już zainstalowane, aktualną fotkę strzelę podczas najbliższego wyjazdu.
Tymczasem życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt i oby poniedziałkowy śmingus nie zakończył się tak:


Aha, muszę wymienić łańcuch :/
Środa, 27 marca 2013 Komentarze: 6
Przemyślałem sprawę i postanowiłem iść na całość ;) Wybrałem się wieczorem do sąsiada wybadać, jak progress w serwisowaniu fury. Zależy mi na odbiorze do 2.04, ponieważ na cały przyszły tydzień mam zaplanowany urlop. Postanowiłem, że jeżeli Fura nie będzie gotowa do wtorku, to dziś zabieram ją do domu i sam się pomęcze z tą nieszczęsną, przednią przerzutką. Na szczęście okazało się, że po odbiór mam się zgłosić w sobotę w godzinach południowych. Skwituję to klasyką, w wykonaniu Homera Simpsona:


Dziś przyszły do mnie ostatnie na chwile obecną rowerowe zakupy - koszulka na sezon 2013 (w miejsce tej, którą rozerwałem pod koniec poprzedniego sezonu), oraz nowe gripy - Ritchey WCS Ergo TrueGrip. Jeżeli prognozy pogody na "po świetach" się utrzymają, to zapowiada się smakowity i intensywny tydzień. Jaram się! :P
Poniżej focia koszulki, chwyty można sobie wygooglować ;)

koszulka na sezon 2013 © kubolsky
Piątek, 22 marca 2013 Komentarze: 4
Wiosny dalej brak. Co gorsza, na pierwszy rzut oka nie zapowiada się, aby miała w najbliższym czasie w ogóle się pojawić :(. Generalnie, jeżeli ma przyjść znowu na chwilę tak, jak doświadczyliśmy tego w pierwszych dniach marca, to ja za taką wiosnę podziękuję. Niech lepiej nie przychodzi. Niech zbiera siły i niech mnie na dobre zaskoczy po odbiorze Fury z serwisu. Ta przy dobrych wiatrach wróci do domu 6.04, czyli 2 tygodnie po terminie :/
Serce boli mniej widząc, co się dzieje za oknem. Z drugiej strony nie ukrywam, że w akcie desperacji był bym w stanie ubrać się i wyskoczyć na asfalty, które są w miarę przejezdne. Niestety póki co nie będzie mi to dane.
Ostatecznie postanowiłem swą tęsknotę za Furą złagodzić drobnymi zakupami i dzisiaj cały zakupiony asortyment mam w komplecie. Na nowe akcesoria złożyły się:
- torba podsiodłowa z Lidla. Nawet solidna, z zestawem narzędziowym oraz wulkanizacyjnym. Dodatkowo korzystając z "akcji rowerowej" w Lidlu zakupiłem jeszcze kilka par skarpet i całkiem fajne, bezpalcowe rękawiczki.
- pompka do amortyzatora z manometrem firmy Kross (a jakże! ;) ). Przyda się do dostrojenia świeżo zamontowanego Epicona.
- lampa przednia Sigma Roadster. Po wypadzie z p. Jurkiem i Marcinem stwierdziłem, że po zapadnięciu zmroku posiadanego przeze mnie CatEye'a można o dupę potłuc.
- osłona pod łańcuch Accent.

Poniżej fotka zakupionych gadżetów (ze skarpetami i rękawiczkami dałem sobie spokój ;) )

Skromne zakupy na poprawę humoru © kubolsky


Na zakończenie chciałem jeszcze tylko przytoczyć pewne mądre słowa, które w obecnym czasie...no, są na czasie - ZIMO, WYPIE*DALAJ!!!
Niedziela, 10 marca 2013 Komentarze: 5
Wczoraj zamontowałem w rowerze nowe widły. Niestety pogoda do testowania nie nastrajała, więc postanowiłem przy okazji modyfikacji Fury trochę ją wyczyścić. Skończyło się na totalnym rozregulowaniu przerzutek. Jako, że biegi w rowerze, a konkretnie ich regulacja to coś, co przyprawia mnie o białą gorączkę, stwierdziłem, że najlepiej będzie odstawić rower do sąsiada, pana Dudka - rowerowego Mega Mastah :) Niestety sprawdziły się przy okazji moje obawy - czas oczekiwanie na solidne dostrojenie Fury to 2 tygodnie :( Cóż, jakoś trzeba z tym żyć. Przy okazji zamówiłem pancerz do linki od zdalnej blokady skoku amortyzatora, bo o dziwo SR Suntour w zestawie z Epiconem i manetką wraz z linką pancerzyka nie dorzuca. Dziwne...
Za dwa tygodnie, jak tylko Fura wróci i będzie gotowa na (mam nadzieję) wiosnę w pełni, wrzucę aktualne focie :)

EDIT: Nie chciał bym, aby zgodnie z teorią luckyloser13 powrót Fury do domu miał zwiastować rychłe nadejście wiosny. Odwiedziłem dziś sąsiada, który uświadomił mnie, że na odbiór roweru w sobotę nie mam co liczyć. Realny termin to "po świętach". Damn! Tylko wybitnie nie sprzyjająca aura pogodowa powstrzymuje mnie od wyjścia z siebie i stanięcia obok.
Czwartek, 7 marca 2013 Komentarze: 0
Dystans 33.57 km
Czas 02:06
Vśrednia 15.99 km/h
Vmax 44.90 km/h
Temp. 5.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Na dzisiaj umówiłem się z bracholem i Wiadrem, czyli kumplem spoza bikestats. Niestety chmury oraz wiatr od rana niezbyt zachęcały do jazdy, zwłaszcza w porównaniu z aurą z dni poprzednich. Z drugiej strony myśl o powracającej zimie nie dawała mi spokoju, więc w końcu bez Wojtasa, który stwierdził, że dla niego za mocno wieje, ruszyliśmy z Wiadrem w stronę Kujawek. Umówiliśmy się na spotkanie tradycyjnie przy kościele, na ul. Wierzbiczany. Ja byłem punktualnie, Wiadro zatarł się o 5 minut. Ruszyliśmy, a zaraz po opuszczeniu terenu zabudowanego dał się nam we znaki wiatr wiejący z kierunku "wtwarzowego", więc do samych Kujawek sunęliśmy sobie powoli (to był pierwszy wyjazd kumpla w tym roku). Z powrotem, aby zatoczyć kółko wróciliśmy przez Wolę Skorzęcką i Osiniec, tym razem z wiatrem, czyli znacznie przyjemniej. W końcu rozdzieliliśmy się w centrum i przez miasto popedałowałem do domu.
Po przyjeździe naszła mnie niesamowita ochota na dobre, zimne piwko. Niestety jak na złość lodówka nie była w stanie mi zaoferować nawet koncernowych popłuczyn - stan piwa w chłodziarce wynosił smutne zero. Niewiele się zastanawiając narzuciłem na siebie kurtkę (całe szczęście się jeszcze nie rozebrałem), zgarnąłem plecak i pośmigałem do Piotra i Pawła, który to sklep oferuje największy wybór trunku chmielowego w mieście. Zgarnąłem trzy butelki Lubuskiego Jasnego (POLECAM!), coś do pochrupania i wróciłem do domu.
Jedno jeszcze muszę przyznać - jazda rowerem po mieście, po zmroku ma niesamowity klimat. Takie wypady po piwo trzeba robić częściej :)

Jeszcze mapka z Endomondo, z wypadu z Wiadrem:

Środa, 6 marca 2013 Komentarze: 2
Dystans 37.10 km
Czas 01:36
Vśrednia 23.19 km/h
Vmax 51.60 km/h
Temp. 8.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Dzień zaczął się nieciekawie - samochód odmówił posłuszeństwa. Ponieważ moja wiedza z zakresu mechaniki samochodowej bliska jest zeru bezwzględnemu bez zastanowienia oddałem auto do mechanika. W ten oto sposób zyskałem pseudo wolny dzień w kalendarzu. Pseudo, bo zdalna praca obca mi nie jest. Wolny, ponieważ jednak nie muszę cisnąć w fotelu, za kółkiem 250 km w jedną i 250 km w drugą stronę. Ów dzień, dzięki wybitnie sprzyjającym warunkom pogodowym należało by spożytkować w oczywisty sposób. Tak tez uczyniłem. Nie miałem zbytniego konceptu na trasę, ale na szczęście po chwili przypomniał mi się ostatni wpis Marcina. Tym oto sposobem wybrałem się do Dziekanowic. Wycieczkę rozpocząłem dość niefortunnie, gdyż do jazdy wybrałem złą stronę wyremontowanej DK5 i po paru minutach jazdy serwisówką trafiłem w ślepy zaułek.

Dead end, czyli S5 się urywa w polu © kubolsky


Chcąc, nie chcąc musiałem wykręcić rogala i najbliższym wiaduktem nad DK5 przedostać się na drugą stronę. Dalej nic specjalnie interesującego się nie działo, ot jazda do wyznaczonego celu. Podzielam zdanie Marcina na temat drogi pieszo - rowerowej do Dziekanowic - nie dość, że z kostki brukowej, to jeszcze dziurawa jak szwajcarski ser. Niesamowitą ulgą było z niej w końcu zjechać i asfaltem ruszyć w stronę wsi, a następnie jeziora.
Nad jeziorem ustrzeliłem nową profilówkę dla Fury i ruszyłem w drogę powrotną, tym razem przez wieś, polną, lecz pięknie asfaltową drogą. W końcu dotarłem do "traktu rowerowego" (tak bym właśnie tą ścieżkę nazwał, bo droga dla rowerów to to nie jest) między Łubowem a Dziekanowicami i pognałem do domu.

Poniżej kila cykniętych dziś fotek...

Jezioro, plaża, mostek i Ostrów Lednicki © kubolsky


Fura na tle jez. Lednickiego © kubolsky


Kaszel i dwie wierzby © kubolsky


S5 z wiaduktu © kubolsky


...oraz tradycyjnie mapka z Endo



P.S. W weekend ma wrócić zima :( WHYYYYYYYYYYYY?

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 92350.99 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.90 km/h


92350.99

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.90 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

175d 16h 08m

CZAS W SIODLE