Travel on Gravel!

kubolsky
Niedziela, 3 marca 2013 Komentarze: 5
Dystans 57.29 km
Czas 02:50
Vśrednia 20.22 km/h
Uczestnicy
Vmax 48.90 km/h
Temp. 5.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Zaczęło się od planów. Po wczorajszej rozmowie z panem Jurkiem ustaliliśmy, że umawiamy się na telefon i koło 11 wyruszamy podbijać szlaki. Niestety nie było tak różowo, jak być miało. Niedziela przywitała mnie zachmurzonym niebem z nieśmiało przebijającym się słońcem (choć to nie było największym problemem), oraz nieprzyjemnym, porywistym wiatrem (to już było pewnym problemem). Jednogłośnie postanowiliśmy, że wyjazd odkładamy na późniejszą godzinę. Ta nadeszła o 16. Hop w ciuchy, orzech na czerep, przypiąłem rower do butów i udałem się na na spotkanie z panem Jurkiem. Razem ruszyliśmy do miasta, gdzie dołączył do nas Marcin. Zaczęło się od niezdecydowania, bo nie mieliśmy zbytnio konceptu na to, gdzie można by się wybrać. Zaproponowałem objechaną ongiś trasę na Kujawki, następnie lasem do Krzyżówki itd. (dla wpisu nie ma to większego znaczenia). Jak postanowiłem, tak uczyniliśmy. Trzech niestrudzonych kolarzy ruszyło na podbój okolicznych terenów. Do Kujawek asfaltem było super, z wiatrem, przyjemnym słoneczkiem. Niestety w lesie okazało się, że leśny dukt na chwilę obecną jest nieprzejezdny. Trzeba było wykręcić rogala i zastanowić się, co dalej. Padło na Kujawki w stronę Wierzbiczan. Tam również asfaltami dojechaliśmy do...kolejnego dylematu - w lewo w błoto, czy w prawo w mniejsze błoto. Padło na tą drugą opcję. Przy kolejnym rozwidleniu ten sam problem, aż w końcu dotarliśmy do Wymysłowa, gdzie chwyciliśmy asfalt. Ostatecznie ustaliliśmy, że dojedziemy do Krzyżówki okrężną drogą przez Trzemeszno i stamtąd będziemy kontynuować wcześniej zaplanowaną trasę. W końcu trafiliśmy do Folwarku, gdzie wg pierwotnego planu mieliśmy odbić na Trzuskołoń. Tu też pojawił się kolejny dylemat - skręcając w tamtą stronę narazimy się na wicher prosto w twarz. Wybraliśmy mniej inwazyjną alternatywę przez Małachowo. Przecięliśmy drogę z Gniezna do Witkowa (lub z Witkowa do Gniezna, zależy jak kto patrzy ;) ) i dotarliśmy do Arcugowa. Stamtąd, chcąc nie chcąc przez Niechanowo i Goczałkowo dotarliśmy do Gniezna. Jak na złość, właściwie pod sam koniec trasy, w kompletnych ciemnościach (choć z lampami na kierownicach) między Goczałkowem a Gnieznem (dosłownie paręset metrów) musieliśmy przejechać błotnistą, zamarzającą, rozjechaną przez samochody drogą gruntową. Okazało się, że takie marznące, błotne koleiny to nie lada wyzwanie. Sam kilka razy otarłem się o upadek. W końcu jednak betonowymi płytami dotarliśmy do miasta, gdzie pożegnaliśmy Marcina i z panem Jurkiem ruszyliśmy do domów. Tym oto sposobem, bez konkretnego planu na trasę udało nam się wykręcić prawie 60 km, w większości z wiatrem w plecy. Jechało się naprawdę przyjemnie!

Na koniec jeszcze pamiątkowe foto (autorstwa p. Jurka) w ostatnich tego dnia promieniach słońca...

Pamiątkowa fota © kubolsky


...i tradycyjna mapka trasy.

Sobota, 2 marca 2013 Komentarze: 3
Dystans 34.80 km
Czas 01:42
Vśrednia 20.47 km/h
Vmax 40.00 km/h
Temp. 2.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Jak założyłem, tak też zrobiłem. Dziś od rana świeci piękne, wiosenne słońce, na niebie chmur stosunkowo niewiele, a i wiatr zelżał. Trzeba by było być nienormalnym, żeby tak pięknych warunków pogodowych nie wykorzystać :P Ja o dziwo (na to wychodzi) jestem jak najbardziej normalny :) Coś nie chce mi się wierzyć...
Wskoczyłem w rowerowe ciuszki, łupina na głowę i jedziemy! Dziś postanowiłem połączyć dwie, wcześniej przejechane trasy i muszę powiedzieć, że strasznie mi sie ta pętelka spodobała. Zacząłem w drugą stronę niż ostatnim razem, a na dzień dobry przywitał mnie wiatr prosto w ry... facjatę. Niby o połowę lżejszy niż wczoraj, ale jednak nadal upierdliwy. Na całe szczęście na trasie doskwierał mi tylko nieznacznie, znakomita większość drogi to wiatr w plecy, lub delikatnie z boku.
Dzisiejsza trasa: Gniezno - Braciszewo - Strychowo - Obora - Obórka - Krzyszczewo - Pyszczyn - Goślinowo - Wełnica - odbicie Różą do miasta i przez miasto do domu.
Poniżej dwie cyknięte dzisiaj fotki. Muszę w końcu zacząć regularnie uwieczniać moje rowerowe wypady, bo kiedyś ktoś mi nie uwierzy i będzie klops :)

Goślinowo, widok na Strzyżewo Kościelne © kubolsky


Goślinowo, widok na Dębówiec © kubolsky


I jeszcze tradycyjnie mapka z Endomondo:

Piątek, 1 marca 2013 Komentarze: 2
Dystans 27.83 km
Czas 01:19
Vśrednia 21.14 km/h
Vmax 42.20 km/h
Temp. 2.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Więcej danych
Dzisiaj, jak co piąteczek w sumie dzień biurowy (praca zdalna z domu). Nie oszukujmy się - za dużo tej pracy w piątki nie ma, więc może rower? Szybko zerkam za okno, na termometr, na accuweather.com. Za oknem całkiem całkiem - nieśmiało przebijające się wiosenne słońce (rym nie zamierzony :P ), gdzie niegdzie widoczne zza chmur błękitne niebo, drzewa nie kładą się w poziom, 5 stopni na plusie w słońcu - trzeba to wykorzystać. Szybki ordnung, łupina na łeb, telefon w kieszeń (aha, tym razem jechał ze mną :) ) i wio! Łącznie szarpnąłem 28 km, przy czym fajnie jechało się tylko do Kujawek, bo z wiatrem. Zawracamy i już tak różowo nie jest. Według Endo wiało z prędkością 22 km/h. Nie wiem czy to prawidłowe dane, nie mniej jednak wybitnie wiatr dawał się we znaki. Postanowiłem odbić na Jankowo Dolne. Okazało się, że nie wiele mi to pomogło, a mieszanka pt. brak kondycji, upierdliwy wiatr i podjazd w Jankowie to nic fajnego. Jakoś jednak dałem radę, dojechałem do Gniezna i przez miasto do domu.
Parę wniosków po dzisiejszej przejażdżce (to chyba powoli staje się tradycją): do łupiny na głowie można się szybko przyzwyczaić, Race Kingi na obręczach sprawują sie wyśmienicie na asfalcie (na bezdrożach jeszcze nie sprawdzałem, tam nadal mokro i błotniście), choć trzeba będzie jednak upuścić delikatnie powietrza, bloki w butach jeszcze wymagają doregulowania do odpowiedniej pozycji stóp, zdecydowanie należy zakupić nowe widły (już upatrzyłem Epicona RLD w dobrej cenie, teraz tylko trzeba poczekać na przypływ gotówki).
Dzisiejsza trasa: Gniezno - Osiniec - Szczytniki Duchowne - Wola Skorzęcka - Kujawki - Wierzbiczany - Jankowo Dolne i z powrotem przez miasto do domu.
Jutro zapowiada się jeszcze lepsza pogoda, już wiem jak ją wykorzystam :)

Piątek, 15 lutego 2013 Komentarze: 3
Łupina na głowę doszła, czas się do orzecha przyzwyczajać :) Doszły też nowe gumy na koła, co prawda z drobnymi przebojami, ba - możliwe, że gdyby nie mój telefon w poniedziałek, to w ogóle by nie doszły. Oczywiście wszystko przez te niedobre komputery. Standard...
Gumy w każdym razie są, już siedzą na obręczach. Teraz tylko trzeba metodą wielokrotnych prób dobrać odpowiednie ciśnienie (a zakres mają spory) na szosę, ubite trakty oraz w teren. Póki co trzymał się będę dotychczasowych wartości 3,8 bar z przodu, 4,2 bar z tyłu. Tych, którzy na powyższe wartości zrobią oczy wielkości 5 zł uświadamiam, że do najniższych (a przy tym do najlżejszych) osobników nie należę :)

Internety informują, że na weekend zapowiada się w okolicy pogoda dla rowerzystów, więc pewnie już jutro będę miał szansę przetestować nowe opony, zacząć przyzwyczajać się do kasku i w dalszym ciągu oswajać z SPD.

Poniżej zamieszczam aktualne zdjęcie fury, troszkę pod światło, ale co zrobić :P
O dziwo, po ostatnich wyjazdach jeszcze względnie czysta, ale lada moment się to może zmienić :)

Fura na nowych gumach i z SPD © kubolsky
Niedziela, 10 lutego 2013 Komentarze: 2
Na 2013 mam kilka planów związanych z Furą. Od początku wiedziałem, że chcę wystartować w co najmniej jednym wyścigu organizowanym w Gnieźnie, oraz przejechać na rowerze ściane wschodnią. Tak się złożyło, że w stosunkowo krótkim odstępie czasu organizowane są dwa maratony - 7.04 Puchar Wielkopolski XC oraz 26.05 - GP Wielkopolski w maratonach MTB. Oba właśnie w moim rodzinnym mieście. Ale nie o tym miałem pisać.
Właśnie skończyłem planowanie trasy pierwszego, z kilku mam nadzieję tegorocznych tripów. Na pierwszy ogień idzie wybrzeże, od Kołobrzegu do Gdańska. Wstępnie trasę planuje na długi weekend majowy, a jeżeli pogoda pozwoli, to zaplanowane 320 km chcemy przejechać w 3 dni, z jak łatwo się domyśleć dwoma noclegami. Do Kołobrzegu dokulamy się pociągiem, powrót z Gdańska tak samo.
Poniżej zamieszczam link do zaplanowanej przeze mnie trasy, oraz zwracam się do zacnej i szacownej społeczności BS - jeżeli ktokolwiek z Was ma za sobą wycieczkę wybrzeżem Bałtyku (głęboko w to wierzę), to liczę na cenne wskazówki oraz adresy polecanych miejsc noclegowych. Z góry serdeczne dzięki!

Kołobrzeg - Gdańsk 2013
Niedziela, 10 lutego 2013 Komentarze: 0
Dystans 23.32 km
Czas 01:02
Vśrednia 22.57 km/h
Sprzęt [RIP] Kross
Pogoda nadal sprzyja, więc bez zbędnego zastanawiania się wsiadłem na furę i wykręciłem kolejne kilometry. Dzisiaj padło na kółko (jak sam tytuł wskazuje) Gniezno-Braciszewo-Strychowo-Obora-Obórka-Krzyszczewo-Pyszczyn-Gniezno. Łącznie wykręciłem o raptem 3 km więcej niż wczoraj, ale założony wzrost jest - to się liczy :)
Po raz kolejny ruszyłem bez telefonu (bez muzy, bez Endo, to już się staje powoli tradycją), z prostego powodu - dotykowego smartfona nie da się obsługiwać w posiadanych przeze mnie polarowych rękawicach. Mapę w Endomondo jeszcze od biedy wyznaczę sam, ale śpiewać po drodze nie będę, bez przesady :p
Jazda w ciszy po raz kolejny zakończyła się różnymi dziwnymi przemyśleniami, ale tym po raz kolejny Was zamęczać nie mam zamiaru :)
Z ciekawostek nadmienię, że o ile mnie oczy nie myliły, już praktycznie pod samym domem minąłem się z Jerzyp1956, którego serdecznie pozdrawiam!
Na koniec jeszcze się pochwalę - w dniu dzisiejszym zamówiłem nowe opony do Fury, oraz kask. Padło na gumy Continental RACE KING 2.2. Wybrałem ten model, ponieważ po pierwsze - sporo czasu spędzam na asfalcie i ubitych traktach, więc niższy profil bieżnika się przyda. Po drugie - gumy te chwalone są również przez uczestników maratonów MTB oraz XC. Taka rekomendacja mi wystarczy :) Jeżeli chodzi o kask, to padło na model Phase firmy GIRO. O nim również naczytałem się sporo pochlebnych opinii, a że znalazłem go w naprawdę fajnej cenie, do tego w czadowym matowo-czarnym kolorze, to za bardzo się nie zastanawiałem.
Na sam koniec wrócę jeszcze do sprawy kominiarki, nad brakiem której ostatnio tak ubolewałem. W dniu dzisiejszym doznałem oświecenia - przecież posiadam polarowy komin ze ściągaczem z jednej strony. Dlaczego nie użyć tego jako czapki?! Tak też uczyniłem. Już się tak o własne zatoki nie boję. Temat póki co uważam za zamknięty.
Sobota, 9 lutego 2013 Komentarze: 2
Dystans 20.29 km
Czas 01:02
Vśrednia 19.64 km/h
Temp. 1.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
Może nie do końca Starych, ale parafraza tytułu kultowej piosenki Zenona Laskowika z kabaretu Tey pasowała mi tu najbardziej.
Chcąc, nie chcąc pozbyłem się na weekend 2/3 rodzinki. Żona zawinęła Juniora ze sobą do Torunia , a ja zostałem słomianym wdowcem :) Korzystając ze spokoju jaki mnie ogarnął, oraz nienaturalnie dużej ilości wolnego czasu postanowiłem wziąć furę w obroty. Dziś padło na kółeczko Gniezno - Wełnica - Goślinowo - Gniezno. Trasa może nie najdłuższa, ale 20 km podczas drugiego wyjazdu w tym roku to zakładany wzrost. Będzie lepiej :)
Dziś bez specjalnych przemyśleń (tak, znowu nie wziąłem telefonu, więc jechałem bez muzy i bez Endomondo). No, może jedno - zdecydowanie muszę zaopatrzyć się w nakrycie głowy - wolę wyglądać ciut idiotycznie, ale tym samym szerokim łukiem ominąć punkcję zatok. Od samego tylko o tym myślenia mną wstrząsa. Brrrr.
Oby jutro pogoda się powtórzyła, to znów gdzieś wypalę. Trzeba się w końcu do debiutu w zawodach zacząć przygotowywać :)
Środa, 6 lutego 2013 Komentarze: 0
Jako że jestem posiadaczem telefonu z systemem Android, który to telefon dzięki Endomondo rejestruje moją aktywność, zdarza mi się raz po raz ryć internet w poszukiwaniu ciekawych aplikacji. Parę rodzynków już znalazłem, ostatnim moim odkryciem jest Dropsport.
Czym jest ów Dropsport? W kilku słowach - jest to appka dedykowana smartphone'om z Androidem, pomagająca znaleźć w okolicy sparing partnerów. Rejestrujemy się za pomocą Fejsbunia, pozwalamy aplikacji namierzyć naszą pozycję przy pomocy GPS i już po chwili widzimy na mapce naszą okolicę z zaznaczonymi "pinezkami", pod którymi kryją się osoby poszukujące towarzyszy chętnych do wspólnej aktywności fizycznej i nie tylko.
Wybór aktywności jest naprawdę spory, możliwości określenia ram czasowych również. W razie potrzeby można swoją "pinezkę" zaopatrzyć w komentarz i tym samym określić dokładnie co i kiedy zaplanowaliśmy.
Na chwilę obecną owych pinezek jest jeszcze stosunkowo niewiele, ale w końcu to świeżutki startup. Myślę jednak, ba! jestem o tym święcie przekonany, że appka ma potencjał, a gdy pogoda zrobi się w końcu znośna dla większości naszego wybrednego społeczeństwa, mapa zaroi się od propozycji wspólnego spędzania wolnego czasu. Ja w każdym razie już tam jestem :)

Aplikację dostępna jest pod tym linkiem w Google Play:
Dropsport

Aha, śpieszę z wyjaśnieniem tytułu wpisu - Dropsport to program w 100% polski, autorstwa trójki studentów Krakowskiej AGH. Appka jest rónież w 100% darmowa i co ważne - nie wyświetla reklam! Nie pozostaje nam więc nic innego, jak rejestrować się, umieszczać swoje alerty na mapach okolicy i umawiać się na wspólne bieganie/jazdę na rowerze/wędkowanie, czy cokolwiek sobie tam zażyczycie. Polecam!

P.S. Jeżeli nie posiadacie telefonu z Androidem, to możecie korzystać z dedykowanej strony internetowej na swoich kompach. Funkcjonalność jest dokładnie taka sama.
Niedziela, 3 lutego 2013 Komentarze: 0
Dystans 9.15 km
Czas 00:32
Vśrednia 17.16 km/h
Temp. 1.0 °C
Sprzęt [RIP] Kross
No to w końcu się przemogłem! Znaczy, może nie do końca przemogłem, bardziej pogoda była na tyle łaskawa, że wypaliłem w końcu w tym roku na rower. Przejechany dystans nie zalicza się do tych rekordowych, ale małymi krokami do celu - będzie tych km na pewno więcej :)
Wybrałem się na przejażdżkę asfaltami po bliskiej okolicy. Najpierw do Woźnik, rogal przy węźle DK5/S5 i z powrotem na okrętkę przez osiedle. Brak telefonu przy sobie, co za tym idzie brak słuchawek w uszach pozwoliły mi trochę podumać podczas jazdy. Oto co wydumałem:
- przy obecnym zaopatrzeniu w odzież rowerową śmiało mogę jeździć przy temperaturze oscylującej koło 0 stopni. Mam nawet wrażenie, że polar pomiędzy warstwą termoaktywną a softshellem był zbędny. Z drugiej jednak strony trzeba pomyśleć o spodniach z membraną, bo te na sezon jesienny, oraz warstwa termoaktywna pod nimi mogą jednak nie zdać egzaminu przy mocniejszym wietrze.
- ewidentnie muszę się zaopatrzyć w kominiarkę oraz kask. W sumie mogła by być sama kominiarka, ale że głupio się w worku na głowie wygląda to i kask się przyda. Oczywiście nie pomijam kwestii bezpieczeństwa czachy i tych cennych zwojów mózgowych w jej wnętrzu ;)
- konserwacja oraz smarowanie podzespołów fury na koniec minionego sezonu dały radę - rower jedzie bezszelestnie, pomijając szum gum oraz jakieś bliżej nieokreślone, delikatne świszczenie w okolicy kasety (będę musiał do tego dojść i natrętne świerszcze wyeliminować).
- SPD to genialny wynalazek! Docelowo jednak trzeba będzie jeszcze delikatnie wyregulować bloki w butach i będzie si! Trzeba również zaszczepić w głowie świadomość "związania z rowerem" ponieważ na koniec jazdy, przy zsiadaniu z fury pod samymi drzwiami domu zaliczyłem glebę :)

Podsumowując - mam nadzieję, że matka natura spojrzy na moją chęć do jazdy przychylnym okiem, i sprawi, że aura będzie już zmierzała ku tej wiosennej. Póki co bacznie obserwuję prognozy - kto wie, kiedy znowu się przemogę :)
Czwartek, 10 stycznia 2013 Komentarze: 1
Modyfikowania/dozbrajania fury ciąg dalszy. Dziś przyszły zamówione wczoraj pedały SPD Shimano PD-M520. Model prosty i sprawdzony, nie ma co szaleć. Ponieważ buciory mam już od jakiegoś czasu zabrałem się za montowanie pedałów, a wieczorem jakiś test. Prawy, lewy, siedzą - szybko poszło. Teraz trzeba się jeszcze zabrać za montaż bloków. Blok tu, śrubki tu, tu but...zaraz zaraz - coś tu się kupy nie trzyma. Jak się te bloki maja trzymać buta, jak szczelina w podeszwie szersza od gwintów? Blaszki? Jakie ku**a ja pie**ole blaszki?!
Przeryłem neta, odpowiedzi nie znalazłem. Do teraz nie wiem, czy w Intersporcie w Poznańskim M1 zrobili mnie na szaro i wykazali się "profesjonalizmem oraz znajomością rzeczy" zapominając dodać blaszki do zakupionych przeze mnie butów (bo z pewnością jeżeli były w komplecie to wyjęli - toż to potencjalny złom, smakowity kąsek dla zbieraczy metali :/), czy po prostu w zestawie ich nie ma. Z pedałami w każdym razie w zestawie ich być nie powinno i nie było, więc tu sprawa jest jasna. Na Allegro znalazłem komplety bloków z blaszkami, tylko drogo i po co mi kolejne bloki. Po dłuższym ryciu neta znalazłem same blaszki i zamówiłem dwie sztuki. Oby się tylko nie okazało, że to towar niszowy, i mimo rzekomej dostępności czas oczekiwania na zamówienie będzie kosmicznie długi, coś jak stąd do dziesiątej z kolei galaktyki...

EDIT 11.01.2013
Okazało się, że w całym tym bałaganie znalazła się dla mnie odrobina farta. Blaszki/wkładki do butów to faktycznie mało popularny produkt, lecz na szczęście dorwałem dwie ostatnie sztuki. Zakupiony towar został już przekazany firmie kurierskiej, termin dostawy to 14.01 (po drodze weekend :/)

EDIT 14.01.2013
Blaszki przyszły, bloki siedzą już w butach. Tyle nerwów o dwa kawałki metalu...

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 91091.06 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.88 km/h


91091.06

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.88 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

173d 10h 26m

CZAS W SIODLE