Travel on Gravel!

kubolsky
Poniedziałek, 23 marca 2015 Komentarze: 0
Dystans 73.27 km
Czas 03:19
Vśrednia 22.09 km/h
Uczestnicy
Vmax 43.74 km/h
Tętnośr. 137
Tętnomax 168
Kalorie 2973 kcal
Temp. 5.0 °C
Więcej danych
Zaczynamy nowy tydzień. Zorientowani w temacie wiedzą, że w moim wypadku poniedziałek to Home Office, a co za tym idzie - spora część dnia dla siebie. Wiosenna aura zachęcała do jazdy, a że chęci mi nie brakuje to postanowiłem dorzucić parę kilometrów do kolekcji. Tradycyjnie zaproponowałem wspólne kręcenie Marcinowi. Ten oczywiście przystał na mój koncept, lecz dostępny był dopiero w godzinach wieczornych. Nie chcąc tracić dnia wyskoczyłem więc na solówkę, by później już w duecie zakończyć dzisiejsze śmiganie po okolicznych fyrtlach.
Na początek za cel obrałem częściowy objazd trasy nie organizowanego już niestety maratonu zaliczanego do cyklu Grand Prix Wielkopolski. Kręcąc wzdłuż DK15 drogą terenową, a dalej polną trafiłem na Wełnicę.

Droga polna wzdłuż DK15 prowadząca na Wełnicę © kubolsky

Tu chwilowo chwyciłem asfalt, przekroczyłem krajówkę dołem i znalazłem się w Jankowie Dolnym. Wpadając ponownie na terenowy etap trasy maratonu przyuważyłem przed sobą śmigającego bikera. Chciałem go dogonić, lecz na tym fragmencie był ode mnie zdecydowanie szybszy i w mgnieniu oka zniknął z mojego pola widzenia. Trudno, jadę dalej swoim tempem. Urokliwymi leśnymi i polnymi duktami dotarłem do OW w Jankowie Dolnym. Tu czekał mnie podjazd do przystanku kolejowego, przecięcie szlaku kolejowego Gniezno-Inowrocław i jestem na Wierzbiczanach. Chwilowy postój na podziwianie widoków i mknę dalej w dół, by asfaltową serpentyną dotrzeć do wsi.

Widok na Wierzbiczańskie stawy © kubolsky

Do miasta wracam przez Szczytniki Duchowne i Konikowo. Dalej ruszam ku centrum przez Park Miejski, by ostatecznie dotrzeć na Skiereszewo. Dosłownie sekundę po tym jak zeskoczyłem z siodła odezwał się Marcin. Wsiadłem więc z powrotem, wpiąłem buty w pedały i ruszyłem Mu na spotkanie. Wpadliśmy na siebie na drodze pieszo-rowerowej ciągnącej się wzdłuż ul. Kostrzewskiego. Bez konkretnego planu ruszyliśmy przed siebie. Za pierwszy checkpoint obraliśmy ZK w Gębarzewie gdzie czujny strażnik postanowił dla zabawy poświecić nam latarką po oczach. Kawalarz... Dalej przez Gębarzewko śmignęliśmy do Pawłowa. Po drodze urodził się pomysł, by przez Lasy Czerniejewskie przemknąć do Wierzyc. Jak pomyśleliśmy - tak uczyniliśmy. Muszę przyznać, że eksploracja lasu po zmroku ma swój niepowtarzalny klimat. Pomijając fakt, że natknęliśmy się na stado saren żerujących dosłownie obok nas, jak również przecinającą nam drogę parę jeleni, to jazda znanymi trasami dostarczyła nowych i niesamowitych wrażeń. Szlaki, które całkiem nieźle znaliśmy wydawały się zupełnie obce, natomiast trasa którą zaplanowaliśmy nijak się miała do rzeczywistości. Jadąc trochę na czuja dotarliśmy w końcu na skraj lasu. Nie były to zaplanowane wcześniej Wierzyce. Las opuściliśmy w Chwałkówku, skąd serwisówką wzdłuż S5 pokręciliśmy do Gniezna. Jechało się wyśmienicie - średnia przelotowa sporadycznie spadała poniżej 28 km/h. Po jakichś 20 minutach znaleźliśmy się na Skiereszewie, skąd ul. E. Orzeszkowej ruszyliśmy ku centrum. Z Marcinem pożegnałem się na ul. Cienistej i dalej sam brzegiem Wenecji pomknąłem na Rynek (obowiązkowa kontrola temperatury powietrza :) ). Z rynku obrałem kierunek Piotr i Paweł, tam małe zakupy i do domu. Pod drzwiami licznik wskazywał 73 km. Nieźle jak na poniedziałek - 3 dzień kalendarzowej wiosny :).

Sobota, 21 marca 2015 Komentarze: 0
Dystans 27.22 km
Czas 01:51
Vśrednia 14.71 km/h
Vmax 39.80 km/h
Więcej danych
Od rana do Euro-Bike'a na Franowo po nowy rower dla Agnieszki. Po południu wspólnie na spokojnie (bardzo) po Radojewie, Morasku i Suchym Lesie. Chcieliśmy odwiedzić Rezerwat Meteoryt Morasko, ale w pewnym momencie zamiast skręcić w prawo skręciliśmy w lewo i wróciliśmy do Poznania. Cóż, jest powód by ruszyć tam raz jeszcze. 

Środa, 18 marca 2015 Komentarze: 1
Dystans 42.42 km
Czas 01:52
Vśrednia 22.73 km/h
Uczestnicy
Vmax 40.03 km/h
Tętnośr. 135
Kalorie 1512 kcal
Temp. 7.0 °C
Więcej danych
Po raz kolejny udało mi się wyciagnąć Marcina na wspólny objazd okolicznych rewirów. W związku z tym, że mój dzisiejszy Kompan postanowił pokatować szosę, Jemu przypadło w udziale planowanie trasy. Zaraz po powrocie z pracy nastąpiło tzw. szybkie ogarnięcie, by po chwili w obcisłym montować bloki w pedały i sadzać kuper na siodle. Umówiliśmy się na spotkanie na Orcholskiej. Ponieważ to praktycznie mój fyrtel, dosłownie po pięciu minutach przybijałem piątkę z Marcinem. Ruszyliśmy współnie w kierunku Strzyżewa Kościelnego. W pewnym momencie z mijającego nas cudu koreańskiej myśli technicznej w postaci Hyundaia i10 zagaił nas umundurowany z prośbą (poleceniem?) by jechać jeden za drugim. Może się nie znam, ale znowelizowane przepisy pozwalają rowerzystom jeździć parami gdy nie utrudnia to ruchu na drodze. A nie utrudniało... Cóż, szanowny Pan Władza powinien się chyba dokształcić. Ten sam Hyundai zaczaił się na nas raz jeszcze w Strzyżewie gdy omijaliśmy kroczącego w poprzek ulicy kaczora, ale tym razem tylko nas wyminął i pojechał przed siebie. My natomiast odbiliśmy w prawo w kierunku Lulkowa. Po drodze udało mi się uchwycić spacerujące po polu żurawie.

Żurawie na Polu w okolicach Lulkowa © kubolsky
Dalej, przecinając górą DK15 śmignęliśmy w stronę Jankowa, by po chwili odbijać w kierunku Wierzbiczan. Chcąc skręcać (sygnalizując to odpowiednio wcześnie) zachowawczo obejrzałem się za siebie. To był bardzo dobry ruch, gdyż jakaś tępa Baba z Brzydgoszy postanowiła nas akurat w tym momencie wyminąć. Gdybym się nie spojrzał, prawdopodobnie wmontowałbym się jej w maskę... Noszkurwamać, co za ludzie!!! Na szczęście dalej było już "z górki". Widok na jez. Wierzbiczańskie nas uspokoił, kręcąc sobie leniwie napawaliśmy się cudownymi okolicznościami przyrody. Tu akurat najlepsze przed nami - polecam tą okolicę w maju/czerwcu. Nie, wróć! Wierzbiczany polecam o każdej porze roku :). Z Wierzbiczan pokręciliśmy w stronę Szczytnik Duchownych, a następnie przez Osiniec wpadliśmy z powrotem do Gniezna. Pokręciliśmy jeszcze wspólnie Pustachowską w okolice kościoła gdzie zakończyliśmy wspólną jazdę. Marcin wrócił do domu, natomiast ja miałem jeszcze zdecydowanie za mało km w girach :). Ruszyłem dalej ul. Południową w kierunku Mnichowa mijając po drodze liczne stada saren żerujących w polu. Kilka z nich przecięło drogę dosłownie przed moim nosem. Swoją drogą zawsze się zastanawiam jak to jest, że taka sarna śmignie 5-7 metrów przede mną, a dosłownie parę sekund później patrząc w kierunku w którym czmychnęła w ogóle jej nie widać... Po przyjemnej dawce terenu znalazłem się w Mnichowie, przeciąłem drogę Gniezno-Czerniejewo i ruszyłem w kierunku S5. Po drodze zatrzymałem się jeszcze by uchwycić zachód słońca nad ekspresówką. Niestety ekspresówki na zdjęciu nie widać ;).

Zachód słońca nad S5 © kubolsky
Z tego miejsca prostą drogą wpadłem z powrotem do miasta. Przez Skiereszewo pokręciłem do Centrum i tradycyjnie przecinając Rynek udałem się do Piotra i Pawła po napitek i szamunek. Z Piotra i Pawła dość szybko czmychnąłem do domu, gdyż zaczęło się robić nieprzyjemnie chłodno. Ciężko się dziwić - w końcu nadal marzec. Piękna wiosna tej zimy jak widać :)
Wtorek, 17 marca 2015 Komentarze: 0
Dystans 26.51 km
Czas 01:05
Vśrednia 24.47 km/h
Vmax 41.20 km/h
Kalorie 1270 kcal
Temp. 12.0 °C
Więcej danych
Po powrocie z roboty, a przed ponownym wyjazdem do pracy na inwentaryzację wypadało skorzystać z pięknej, wiosennej aury i wykręcić kolejne kilometry. Niestety byłem ścigany przez szybko upływający czas, więc nie mogłem pozwolić sobie na zbytnie szaleństwo. Wskoczyłem w obcisłe, na półkrótko (+13 stopni w marcu zobowiązuje :P ) i ruszyłem w kierunku Pyszczyna. Postanowiłem powtórzyć ostatnio objechany z Marcinem podwieczorny wariant Krzyszczewo- Obora-Braciszewo z rozszerzeniem o Mnichowo i Zdziechowę. Jak postanowiłem tak też uczyniłem. Do Obory jechało się znakomicie, czego dowodem była średnia prędkość na poziomie 27.7 km/h. Niestety przemiesczając się z Obory do Braciszewa trafił mnie nieziemski wordewind, chyba najmocniejszy w tym roku. Wiał tak solidnie, że skutecznie obniżył moją średnią. A miało być tak pięknie... Do miasta wskoczyłem przez Skiereszewo, objechałem rodzinny fyrtel i przez Centrum pognałem z powrotem do siebie. Kolejne 26 km w nogach :).
Poniedziałek, 16 marca 2015 Komentarze: 0
Dystans 33.48 km
Czas 01:40
Vśrednia 20.09 km/h
Uczestnicy
Vmax 46.10 km/h
Tętnośr. 138
Tętnomax 168
Kalorie 1753 kcal
Temp. 8.0 °C
Więcej danych
Poniedziałek, czyli jak zwykle Home Office. Taki z niego home, że koło południa wylądowałem w Poznaniu. W sumie dobrze się stało, bo miałem okazję zahaczyć o dwa sklepy rowerowe gdzie zaopatrzyłem się odpowiednio w nowe klocki do tylnego hamulca z Markowych Rowerów i nową dźwignie blokady skoku wraz z linką z Euro-Bike'a. W domu zameldowałem się po 15:00 od razu przystępując do czynności serwisowych. Zajęło mi to góra pół godziny - w końcu co to za filozofia wymienić klocki czy linkę. Po wykonanej pracy spojrzałem za okno i stwierdziłem, że żal by było nie wyskoczyć na rower i nie wykręcić paru kaemów. Tylko jakoś tak samemu mi się nie chciało... Trzeba więc było pójść na kompromis. Wyskoczyłem na casualową przejażdżkę w rodzinne strony, czyli na drugi koniec miasta. Pogoda zachęcała do jazdy na półkrótko, tak też postanowiłem się ubrać. Na spokojnie pokręciłem do Staruszków, wypiłem kawę, pogadaliśmy trochę gdy nagle dość niespodziewanie via FB zagaił mnie Marcin. Przyznam szczerze że morda mi się uśmiechnęła i z chęcią przystałem na koncept wspólnego śmigania po lokalnych fyrtlach. Był tylko jeden problem - na dworze coraz zimniej a ja nadal na półkrótko. Umówiliśmy się na Wenecji (zdziwienie Marcina na mój widok - bezcenne :D ) skąd razem udaliśy się do mnie celem uzupełnienia wierzchniej warstwy odzieży. Ubrany już adekwatnie do panujących warunków śmignąłem wraz z Marcinem w kierunku Pyszczyna. Kręciliśmy sobie na spokojnie z założeniem przejechania pętli przez Kędzierzyn, Oborę i Braciszewo. Wyskakując na drogę Gniezno - Zdziechowa zderzykiśmy się z solidnym wmordewindem. Mimo że na dworze było całkiem przyjemnie, to upierdliwy wiatr naparzał na tyle solidnie że zmuszał do konkretniejszego wysiłku. Na szczęście zetknęliśmy się z nim raptem raz jeszcze kręcąc serwisówką wzdłuż S5 w stronę Gniezna. Dalej ul. Orzeszkowej udaliśmy się w kierunku miasta. Po drodze pożegnałem się z Marcinem i przez Wenecję a następnie Rynek przemknąłem do Piotra i Pawła na małe zakupy (obkład i smarowanie ;) ). Ponownie w domu zameldowałem się po 7 usatysfakcjonowany kolejnymi kilometrami w nogach. Teraz czas na herbatę i kolejną książkę z ukochanej serii opowiadań ze Świata Dysku. Sir Terry - mam nadzieję, że tam po drugiej stronie nadal bedziesz pisał. Gdyby się okazało, że jakimś cudem również ja tam trafię, z chęcią zapozanam się z Twoją dalszą twórzością.

Niedziela, 15 marca 2015 Komentarze: 3
Dystans 15.99 km
Czas 00:44
Vśrednia 21.80 km/h
Vmax 35.92 km/h
Tętnośr. 142
Tętnomax 162
Kalorie 1015 kcal
Temp. 6.0 °C
Więcej danych
Nie chwaliłem się wcześniej, więc zrobię to teraz :P. Zeszły tydzień zacząłem z naprawde wysokiego C. Śmigając na Dalki gdzie umówiłem się z Marcinem zaliczyłem najbardziej spekakularnego szlifa w swojej rowerowej karierze. Na łuku, na kostce. Pod samą katedrą :P. Nie zagłębiając się za bardzo w szczegóły - tydzień po zawarciu bliskiej znajompści z podłożem łokieć nie wygląda już tak strasznie jak na początku, krwiak na udzie prezentuje się okazale - zajął całą powierzchnię od kolana aż po cztery litery, a ramię mimo że nie nosi znamion defektu napieprza solidnie, tzn. rwie od kciuka aż po sam kark. Ze stratami materialnymi nie było na szczęście tragicznie - ucierpiało siodło i rogi (i to i to musiałem wymienić), a moja ulubionna bluza wylądowała w kontenerze na śmieci.
Minął tydzień - czas więc sprawdzić czy w ogólę mogę kręcić korbą. Postanowiłem za bardzo się nie forsować, więc pomknąłem odwiedzić Staruszków i na spokojnie objechać bliższą okolicę. Nie było źle, choć po powrocie ramię dało o sobie znać ze zdwojoną siłą. Nic przyjemnego, tym bardziej że nie dawało mi zasnąć. Aha, przy okazji podwieczornego rozjazdu żywota dokonały klocki w tylnym hamulcu :). Modernizacjom chyba nigdy nie będzie końca... :P

Poniedziałek, 9 marca 2015 Komentarze: 1
Zgodnie z tytułem wpisu - z Krossa zostaje coraz mniej. Na dobrą sprawę poza kołami, kierownicą i mostkiem nie zostało nic. Dzisiaj zamieniłem wysłużoną przerzukę tylną Shimano Acera na Alivio RD-M4000 SGS. Montaż zajął dosłownie 15 minut, wymieniłem przy okazji pancerz i skróciłem linkę. Regulacja to kolejne 15 minut i jest...prawie idealnie. Niestety - nadal brak mi cierpliwości do regulacji czegokolwiek. Znów trzeba będzie się do kogoś uśmiechnąć :P.
Niedziela, 8 marca 2015 Komentarze: 3
Dystans 12.77 km
Czas 00:35
Vśrednia 21.89 km/h
Vmax 45.43 km/h
Temp. 9.0 °C
Więcej danych
Człowiek jeden weekend, jedną jedyną niedzielę w miesiącu pracuje i jak na złość akurat w tą, w którą wiosna postanowiła dać o sobie znać na całego. Mówi się trudno - trza posmarować i przeboleć ;).



Na szczęście wieczorem temperatura nadal zachęcała do jazdy, więc punkt 22:00 postanowiłem srzelić sobie shorta po mieście, tak na lepszy sen. Zapomniałem już ile to frajdy daje jazda po zmierzchu. No i ten spokój... Wszystkim polecam! Zwłaszcza wtedy, gdy przed 23:00 zegar na rynku wskazuje 9 stopni na plusie :).
Do fryzjera Kategoria solo
Sobota, 7 marca 2015 Komentarze: 3
Dystans 6.22 km
Czas 00:15
Vśrednia 24.88 km/h
Vmax 39.17 km/h
Więcej danych
Piątek, 6 marca 2015 Komentarze: 2
Dystans 23.26 km
Czas 01:10
Vśrednia 19.94 km/h
Uczestnicy
Vmax 37.10 km/h
Tętnośr. 135
Tętnomax 170
Kalorie 1125 kcal
Temp. 5.0 °C
Więcej danych
Krótko - piątek, rower znowu sprawny, więc czas na test. Zagaiłem Marcina o krótki objazd okolicy. Ten mimo początkowego sceptycyzmu, gdyż pogoda była niepewna jednak zdecydował się mi towarzyszyć. Za punkt zborny obraliśmy tym razem Wenecję. Na miejscu zjawiłem się przed czasem i postanowiłem przepalić łydy kręcąc wokół jeziora na full. Oj zebrało mi sie trochę tych endorfin przez ostatnie półtorej tygodnia :). W końcu zjawił się Marcin z którym to pokręciliśmy w kierunku Zdziechowy. Ledwo zdążyliśmy wyjechać z miasta i zaczęło padać. Cóż - Marcia sceptycyzm okazał się być uzasadniony. Deszcz na szczęście okazał się być mało upierdliwy, więc pokręciliśmy dalej na spokojnie przez Krzyszczewo i Pyszczyn z powrotem do Gniezna. Jeszcze tylko brzegiem Łazienek do PiP i powrót do domu.
Korba sprawdza się znakomicie. Zapomniałem już jak to jest jeździć bezszelestnym rowerem - konserwacja i babranie opłaciły się z nawiązką.
Weekend jak na złość w pracy, ale skoro od poniedziałku ma powrócić wiosna, to poniedziałku już sobie nie odpuszczę. Kolejnych dni tygodnia również ;).

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 91091.06 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.88 km/h


91091.06

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.88 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

173d 10h 26m

CZAS W SIODLE