Travel on Gravel!

kubolsky
Wpisy archiwalne w kategorii

100 i więcej

Dystans całkowity:11678.54 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:539:30
Średnia prędkość:21.65 km/h
Maksymalna prędkość:60.10 km/h
Suma podjazdów:24218 m
Maks. tętno maksymalne:197 (107 %)
Maks. tętno średnie:143 (78 %)
Suma kalorii:404236 kcal
Liczba aktywności:99
Średnio na aktywność:117.97 km i 5h 26m
Więcej statystyk
Piątek, 20 września 2019 Komentarze: 1
Dystans 109.44 km
Czas 05:42
Vśrednia 19.20 km/h
Vmax 60.10 km/h
Kalorie 5428 kcal
Podjazdy 2237 m
Temp. 11.0 °C
Więcej danych
Krótkiego i nieco spontanicznego wypadu do Karpacza dzień pierwszy, a w zasadzie drugi jeśli liczyć dojazd ciuchcią do Jeleniej Góry dzień wcześniej. Sama podróż z Poznania do Wrocławia przebiegła w komfortowych warunkach składem IC, gdyby nie brak dedykowanych miejsc na rowery, natomiast z Wrocławia do Jeleniej dostaliśmy się Impulsem KD w standardzie sardynkowym (usiedliśmy dopiero w drugiej godzinie jazdy). Z Jeleniej do Karpacza dotarliśmy na kołach, ale jakimś dziwnym trafem Garminy postanowiły nie zapisać śladu obojgu z nas. Wieczór zleciał na relaksie w postaci niejednego piwa w towarzystwie Kumpla u którego się ulokowaliśmy (w zasadzie w pensjonacie Jego Mamy). Po północy należałoby udać się spać - jutro startujemy z wysokiego "C".
Krótkiego i nieco spontanicznego wypadu do Karpacza dzień pierwszy, teraz już ten właściwy. Na zewnątrz zimno, choć słonecznie i co najważniejsze - bezdeszczowo. Wskakujemy w kilka warstw odzieży, zalewamy bidony, pakujemy żele, odpalamy Garminy i jedziemy umierać. Pierwszy cel ambitny, bardzo ambitny - Przełęcz Karkonoska. Aby nie przedłużać - w teorii wiedziałem czego się spodziewać, widziałem jeden czy dwa filmy na yt, ludzie mówili że to droga przez piekło, ale za chiny ludowe nie spodziewałem się tego co zastałem. W miarę sprawny podjazd pod pierwszą ściankę to chyba tylko i wyłącznie zasługa endorfin i adrenaliny buszujących po organizmie. Znawcy tematu wiedzą, że dalej kolarza czeka wypłaszczenie, co oznacza jakieś +/- 10% nachylenia - można trochę odetchnąć. Problem pojawił się na drugiej ściance, ponieważ wbiłem sobie do głowy, że w jej połowie czeka nas kolejna "półka", a tym samym możliwość odetchnięcia w drodze na szczyt. Za zakrętem okazało się, że takowej jednak nie ma i na zluzowanie giry i oddechu w zasadzie nie ma szans. Tym sposobem, mimo że organizm ze wszystkich sił których w dramatycznym tempie ubywało domagał się odpoczynku parłem przed siebie do samego końca. Udało się! Jak? Nie mam pojęcia... :) Skoro udało się jakimś cudem wdrapać na górę, trzeba zjechać w dół. Zjazd do Szpindlerowego Młyna to luksus pełnym ryjem - szeroko, gładko, a przede wszystkim szybko. Jedyny mankament popieprzania na złamanie karku to fakt, że nieziemsko mnie przewiało. Na dole narzuciłem na siebie wiatrówkę, z którą nie rozstałem się do końca trasy. Z pierwszej na naszej drodze czeskiej mieściny poleciliśmy dalej na południe do Vrchlabí z którego obraliśmy kierunek na Černý Důl celem pokonania następnego wzniesienia. Tym oto sposobem droga prowadząca raz w górę raz w dół (jak to w górach) zaprowadziła nas do osady Velká Úpa. Tu czekała nas kolejna wspinaczka na Pec pod Sněžkou. Zanim jednak na dobre ponownie rozpoczęliśmy rytuał polegający na sapaniu gorzej niż okoliczna zwierzyna podczas godów i wypluwaniu płuc przed siebie należało się pożywić. U stóp podjazdu wyhaczyliśmy mały pensjonat, a w nim małą gospodę prowadzoną przez kobietę, która początkowo w ogóle nie kryła swojej niechęci do sąsiadów zza północnej granicy. Ostatecznie udało nam się zamówić karkówkę z knedlami i szpinakiem (fuuu, tego nie doczytałem) i w moim przypadku piwo. Strawa weszła przednio, więc nie pozostało nic innego jak na koń i pod górę. Początkowe zakosy weszły gładko, schody zaczęły się później. Ostatecznie wspinaczkę zakończyliśmy w okolicy Horskiej chaty Portášky (czy jak to się odmienia) skąd postanowiliśmy zjechać z powrotem przebytą już drogą i wrócić na szeroką szosę prowadzącą do Ojczyzny. Ostatni w Czechach, dłuższy, ale zarazem łagodniejszy podjazd prowadził do dawnego przejścia granicznego Malá Úpa na szczycie Przełęczy Okraj. Tutaj też dokonałem jednego z lepszych zakupów w postaci beczułki piwa z browaru Trautenberk, warzonego na wysokści 1065 n.p.m. Ostatni tego dnia zjazd to powrót do rodzimych realiów w postaci drogi o charakterze księżycowym - człowiek chciałby się rozpędzić, ale nie ma jak bo dziura goni łatę, która to goni dziurę, a ta goni łatę i tak w kółko :/. Pętlę zakończyliśmy przejazdem przez Kowary i w towarzystwie górującej na nie tak dalekim horyzoncie Śnieżki dotarliśmy z powrotem do Karpacza. Jeszcze tylko podjazd do pensjonatu i po wszystkim...tego dnia :)

























Przełęcz Karkonoska, Pec pod Sněžkou⛅ | Ride | Strava
Sobota, 20 lipca 2019 Komentarze: 0
Dystans 100.56 km
Czas 03:08
Vśrednia 32.09 km/h
Vmax 52.60 km/h
Kalorie 4644 kcal
Podjazdy 264 m
Temp. 24.0 °C
Więcej danych


Niedziela, 16 czerwca 2019 Komentarze: 0
Dystans 102.83 km
Czas 03:31
Vśrednia 29.24 km/h
Vmax 44.60 km/h
Kalorie 4507 kcal
Podjazdy 333 m
Temp. 24.0 °C
Więcej danych














Sobota, 6 kwietnia 2019 Komentarze: 1
Dystans 103.43 km
Czas 04:24
Vśrednia 23.51 km/h
Uczestnicy
Vmax 39.60 km/h
Kalorie 3831 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Najpierw od rana pętla po okołognieźnieńskich fyrtlach z Panem Jurkiem. Bywało również pod wiatr, choć w ogólnym rozrachunku nie było aż tak źle - z roweru nie zrzucało ;)
Głupotą by było nie skorzystać ze wschodniego wiatru i nie wrócić na kołach do Poznania, więc po powrocie do Rodziców spakowałem sakwę i ruszyłem w dziki 50-kilometrowy sprint ;) Sprintowało się wyśmienicie :P



Niedziela, 17 marca 2019 Komentarze: 6
Dystans 124.44 km
Czas 06:07
Vśrednia 20.34 km/h
Uczestnicy
Vmax 38.90 km/h
Kalorie 4487 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Na tą pięknie zapowiadającą się marcową niedzielę umówiłem się z p. Jurkiem, który koło 10:00 przybył do Poznania składem Kolei Wielkopolskich. Przyzwoitość nakazywała by odebrać mojego Gościa z dworca co też uczyniłem.
Bez większego przestoju ruszyliśmy na północ do Starczanowa aby dopełnić corocznego obowiązku. O samym Jarze nie ma się co zbytnio rozpisywać - ot trafiła się prawdziwie przedwiosenna aura, Śnieżyce rozkwitły w 100%, a wojskowi łaskawie pozwolili wejść na jakby nie patrzeć teren poligonu, co w ogólnym rozrachunku zaowocowało wuchtą wiary! Na miejscu strzeliliśmy kilka fotek i ruszyliśmy w drogę powrotną przez Murowaną Goślinę i Puszczę Zielonkę, uciekając tym samym przed dającym się we znaki wiatrem. Wyprawę zakończyliśmy ponownie na Garbarach gdzie "zapakowałem" mojego Gościa do pociągu (tym razem PolRegio) odhaczając tym samym dystans ponad 70 km.
Wieczorem dorzuciłem kolejne 50 km dzięki nadprogramowej, nieplanowanej i powoli nudzącej się trasie Poznań - Gniezno.







Niedziela, 11 marca 2018 Komentarze: 0
Dystans 127.56 km
Czas 06:25
Vśrednia 19.88 km/h
Uczestnicy
Vmax 34.60 km/h
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Niedziela, 15 października 2017 Komentarze: 3
Dystans 124.90 km
Czas 06:19
Vśrednia 19.77 km/h
Uczestnicy
Vmax 36.40 km/h
Kalorie 4462 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Dzień z gatunku "Idealnie nie jest, ale jeździć się da" zaowocował założonym, ponad stukilometrowym tripem.
Dojazd na Garbary składem PolRegio w towarzystwie uhahanych poimprezowiczów, a następnie tradycyjny przejazd przez poznański Rynek. Z Rynku obieramy kierunek na Most Rocha, skąd ruszamy NSR-em do Puszczykowa. Dalej czekała nas Mosina i podjazd Pożegowską, Osowa Góra, przejazd wzdłuż jez. Góreckiego i powrót do Poznania Greiserówką. Przejazd przez stolicę Wielkopolski poszedł na tyle sprawnie, że momentalnie znaleźliśmy się na ul. Gdyńskiej zmierzając prosto do Koziegłów. W Kicinie odbijamy na Wodną, ale podjazd na Dziewiczą sobie darujemy. Przemierzając szlaki Puszczy Zielonki docieramy do osady o tożsamej nazwie, gdzie urządziliśmy krótką pauzę na drobny popas. Z Zielonki Traktem Bednarskim trafiamy do Krześlic, a następnie do Rybitw. Tu zatrzymaliśmy się po raz kolejny by uzupełnić choć część spalonych w terenie kalorii. Z Rybitw już jednym ciągiem wracamy do Gniezna, gdzie każdy z nas myka w swoim kierunku. To był udany dzień :)













Sobota, 9 września 2017 Komentarze: 1
Dystans 128.10 km
Czas 06:02
Vśrednia 21.23 km/h
Uczestnicy
Vmax 37.80 km/h
Kalorie 4584 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Aby tradycji stało się zadość ruszyliśmy wraz z Micorem w kierunku Powidza, za cel obierając sobie jak co roku objazd naszego największego akwenu. Tym razem jednak trasę zaliczyliśmy w przeciwnym kierunku, a co! Jak szaleć to na całego ;)
Dzień zaliczam do udanych.





Sobota, 26 sierpnia 2017 Komentarze: 2
Dystans 107.90 km
Czas 04:39
Vśrednia 23.20 km/h
Vmax 44.30 km/h
Kalorie 4180 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych
Głodny jazdy, po niemal tygodniu przerwy ruszyłem po prostu przed siebie, aż trafiłem na Pożegowską. Weszła gładko :) Na powrót rowerem niestety nie starczyło czasu, więc wyrypę zakończyłem na Dworcu Głównym. Rządza zaspokojona ;)












Wtorek, 15 sierpnia 2017 Komentarze: 2
Dystans 107.40 km
Czas 05:13
Vśrednia 20.59 km/h
Uczestnicy
Vmax 48.20 km/h
Kalorie 3730 kcal
Sprzęt Chuck Norris
Więcej danych

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 90933.61 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.88 km/h


90933.61

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.88 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

173d 03h 19m

CZAS W SIODLE