Może nie do końca Starych, ale parafraza tytułu kultowej piosenki Zenona Laskowika z kabaretu Tey pasowała mi tu najbardziej. Chcąc, nie chcąc pozbyłem się na weekend 2/3 rodzinki. Żona zawinęła Juniora ze sobą do Torunia , a ja zostałem słomianym wdowcem :) Korzystając ze spokoju jaki mnie ogarnął, oraz nienaturalnie dużej ilości wolnego czasu postanowiłem wziąć furę w obroty. Dziś padło na kółeczko Gniezno - Wełnica - Goślinowo - Gniezno. Trasa może nie najdłuższa, ale 20 km podczas drugiego wyjazdu w tym roku to zakładany wzrost. Będzie lepiej :) Dziś bez specjalnych przemyśleń (tak, znowu nie wziąłem telefonu, więc jechałem bez muzy i bez Endomondo). No, może jedno - zdecydowanie muszę zaopatrzyć się w nakrycie głowy - wolę wyglądać ciut idiotycznie, ale tym samym szerokim łukiem ominąć punkcję zatok. Od samego tylko o tym myślenia mną wstrząsa. Brrrr. Oby jutro pogoda się powtórzyła, to znów gdzieś wypalę. Trzeba się w końcu do debiutu w zawodach zacząć przygotowywać :)
No to w końcu się przemogłem! Znaczy, może nie do końca przemogłem, bardziej pogoda była na tyle łaskawa, że wypaliłem w końcu w tym roku na rower. Przejechany dystans nie zalicza się do tych rekordowych, ale małymi krokami do celu - będzie tych km na pewno więcej :) Wybrałem się na przejażdżkę asfaltami po bliskiej okolicy. Najpierw do Woźnik, rogal przy węźle DK5/S5 i z powrotem na okrętkę przez osiedle. Brak telefonu przy sobie, co za tym idzie brak słuchawek w uszach pozwoliły mi trochę podumać podczas jazdy. Oto co wydumałem: - przy obecnym zaopatrzeniu w odzież rowerową śmiało mogę jeździć przy temperaturze oscylującej koło 0 stopni. Mam nawet wrażenie, że polar pomiędzy warstwą termoaktywną a softshellem był zbędny. Z drugiej jednak strony trzeba pomyśleć o spodniach z membraną, bo te na sezon jesienny, oraz warstwa termoaktywna pod nimi mogą jednak nie zdać egzaminu przy mocniejszym wietrze. - ewidentnie muszę się zaopatrzyć w kominiarkę oraz kask. W sumie mogła by być sama kominiarka, ale że głupio się w worku na głowie wygląda to i kask się przyda. Oczywiście nie pomijam kwestii bezpieczeństwa czachy i tych cennych zwojów mózgowych w jej wnętrzu ;) - konserwacja oraz smarowanie podzespołów fury na koniec minionego sezonu dały radę - rower jedzie bezszelestnie, pomijając szum gum oraz jakieś bliżej nieokreślone, delikatne świszczenie w okolicy kasety (będę musiał do tego dojść i natrętne świerszcze wyeliminować). - SPD to genialny wynalazek! Docelowo jednak trzeba będzie jeszcze delikatnie wyregulować bloki w butach i będzie si! Trzeba również zaszczepić w głowie świadomość "związania z rowerem" ponieważ na koniec jazdy, przy zsiadaniu z fury pod samymi drzwiami domu zaliczyłem glebę :)
Podsumowując - mam nadzieję, że matka natura spojrzy na moją chęć do jazdy przychylnym okiem, i sprawi, że aura będzie już zmierzała ku tej wiosennej. Póki co bacznie obserwuję prognozy - kto wie, kiedy znowu się przemogę :)
Drugie Święto, +11 za oknem, słońce i praktycznie zero wiatru. Kto by pomyślał, jakiej to zimy dożyjemy... Co w takim wypadku? Trzeba strzepnąć kurz z roweru i hola na szlak. Trasą okazała się ta najczęstsza, czyli Dalki-Kokoszki-Las Miejski do Cielimowa, na drugą stronę DK15 i znów Lasem Miejskim do Gniezna. Ogólnie wyszło niecałe 19km, trzymając przy tym wypracowaną średnią tempa. Cieszy. Mniej cieszy z powrotem wypracowane brzusio, którego tym jednym wypadem się nie pozbędę. Cóż, pozostaje czekać na wiosnę. Oby przyszła jak najszybciej... /2322573