Travel on Gravel!

kubolsky
Środa, 21 lipca 2021 Komentarze: 0
Dystans 42.38 km
Czas 01:49
Vśrednia 23.33 km/h
Vmax 37.44 km/h
Tętnośr. 126
Tętnomax 153
Kalorie 1329 kcal
Podjazdy 126 m
Temp. 20.0 °C
Więcej danych
Wtorek, 20 lipca 2021 Komentarze: 1
Dystans 40.03 km
Czas 01:39
Vśrednia 24.26 km/h
Vmax 41.40 km/h
Tętnośr. 129
Tętnomax 159
Kalorie 1241 kcal
Podjazdy 202 m
Temp. 22.0 °C
Więcej danych


Poniedziałek, 19 lipca 2021 Komentarze: 3
Dystans 37.39 km
Czas 01:36
Vśrednia 23.37 km/h
Vmax 38.16 km/h
Tętnośr. 130
Tętnomax 157
Kalorie 1236 kcal
Podjazdy 119 m
Temp. 20.0 °C
Więcej danych








Niedziela, 18 lipca 2021 Komentarze: 1
Dystans 75.18 km
Czas 03:13
Vśrednia 23.37 km/h
Vmax 45.72 km/h
Tętnośr. 139
Tętnomax 192
Kalorie 2716 kcal
Podjazdy 255 m
Temp. 26.0 °C
Więcej danych


Czwartek, 15 lipca 2021 Komentarze: 1
Dystans 53.28 km
Czas 02:12
Vśrednia 24.22 km/h
Vmax 41.04 km/h
Tętnośr. 134
Tętnomax 156
Kalorie 1763 kcal
Podjazdy 155 m
Temp. 23.0 °C
Więcej danych




Środa, 14 lipca 2021 Komentarze: 0
Dystans 24.14 km
Czas 01:03
Vśrednia 22.99 km/h
Vmax 38.88 km/h
Tętnośr. 119
Tętnomax 142
Kalorie 705 kcal
Podjazdy 64 m
Temp. 22.0 °C
Więcej danych
Wtorek, 13 lipca 2021 Komentarze: 0
Dystans 32.62 km
Czas 01:13
Vśrednia 26.81 km/h
Vmax 50.00 km/h
Tętnośr. 131
Tętnomax 157
Kalorie 943 kcal
Podjazdy 118 m
Temp. 26.0 °C
Więcej danych
3City ⛅ Kategoria R10 2021, solo
Sobota, 10 lipca 2021 Komentarze: 2
Dystans 57.43 km
Czas 03:03
Vśrednia 18.83 km/h
Vmax 50.40 km/h
Tętnośr. 122
Tętnomax 164
Kalorie 2117 kcal
Podjazdy 300 m
Temp. 21.0 °C
Więcej danych
Dodatkowy dzień na Helu można podzielić na dwa etapy. Etap pierwszy to obejście Cypla promenadą, zaliczenie kilku militarnych pozostałości, m.in. ruin schronów, baterii przeciwlotniczych czy bunkrów. Jest tam tego w opór, więc dla miłośników militariów i osób interesujących się historią II Wojny Światowej jest to miejsce obowiązkowe. Jest to także jeden z dwóch powodów dla których raczej na pewno tam wrócę. Drugi powód to fakt, że należy udać się na sam koniec Polski by trafić do nadmorskiej miejscowości pozbawionej całej tej przaśności i tłumu wakacjuszy w klapkach z dmuchanymi kółkami wokół pasa i śmiesznymi kapeluszami na głowie, miejscowości gdzie człowiek czuje się dobrze.
Etap drugi to totalny, niczym niezmącony odpoczynek na leżakach z widokiem na Zatokę Gdańską, z pysznym, czeskim piwem w ręce, frytkami z batatów, przy rewelacyjnej muzyce i z kręcącym się to tu, to tam przyjacielskim kudłaczem Foodym. Tak, pół dnia przesiedzieliśmy w Army Bar Charlie i nie żałujemy ani jednej spędzonej tam minuty :).
Poza tym na zdecydowane polecenie zasługują jeszcze dwa miejsca - Maszoperia, czyli knajpka znajdująca się w zabytkowej chacie rybackiej (pyszna jajecznica!), oraz Kutter, gdzie stołowaliśmy się w ramach kolacji dnia poprzedniego (noga z kaczki, modra kapusta z żurawiną, pieczone ziemniaczki - palce lizać!), oraz tego dnia w ramach obiadu (kawał żebra, sałatka z pikli, pieczone ziemniaczki - pycha!). Nie polecam tylko piwa Helskiego - nic szczególnego.

Hel opuszczamy porankiem dna następnego, składem Regio. Jest komfortowo do Władysławowa, za to za Władkiem rower na rowerze, człowiek na człowieku. Do Gdyni pociąg przyjeżdża z 15-minutowym opóźnieniem, więc skład do którego mieliśmy się przesiąść i trafić do Gdańska już odjechał. Na szczęście na peronie obok stoi kolejny, do Bydgoszczy, również jadący przez Gdańsk. Wsiadamy, wysypujemy się na remontowanym Głównym i po krótkiej wizycie w Forum Gdańsk trafiamy do hotelu (ten także nam się udał).

Tego dnia na objazd Trójmiasta ruszam sam, gdyż Agnieszkę dręczą problemy zdrowotne. Po obowiązkowym odświeżeniu razem objeżdżamy stare miasto odpuszczając sobie Westerplatte, po czym Agnieszka wraca do hotelu, a ja swoim tempem ruszam na północ.
Po drodze zahaczam o Amber Arenę (chyba tak teraz oficjalnie nazywa się gdański stadion), wejście na plażę znane z mojego pierwszego "Nad morze w jeden dzień", molo w Sopocie, molo w Gdyni - Orłowo, focąc przy okazji klif Orłowski, a następnie łapiąc trochę przewyższeń i mknąc przez piękne tereny Kępy Redłowskiej trafiam do gdyńskiego portu. W porcie zaliczam obowiązkowy fotostop przy Darze Pomorza i Błyskawicy skąd finalnie udaję się do Babich Dołów celem wykonania jednego konkretnego zdjęcia.
Mając już na koncie komplet zaplanowanych atrakcji wracam na dworzec Gdynia Główna skąd SKM-ką dostaję się z powrotem do Gdańska. Wieczór krótki, bo zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki. Kolejny prysznic i kima. Jutro po 14:00 powrót do Poznania.

Ostatni dzień pobytu na pomorzu to w zasadzie pchanie roweru przez Długi Targ i wzdłuż Motławy, powrót do Forum, wciągniecie "maka" (oj chodził za mną, chodził), podjazd na PKP i radowanie się z posiadania rezerwacji miejsc w pociągu, zarówno dla rowerów jak i dla naszych czterech liter :).

Tyle, to koniec.

Miniony tydzień uważam za bardzo udany. Usatysfakcjonowany (i mówię tu tylko za siebie, Agnieszkę należy podpytać osobno, ewentualnie przeredaguję ten wpis po konsultacji ;) ) kolejną wyprawą z rowerem na czele powoli planuję kolejne :).































































3City ⛅ | Ride | Strava
Czwartek, 8 lipca 2021 Komentarze: 3
Dystans 70.96 km
Czas 04:01
Vśrednia 17.67 km/h
Vmax 32.40 km/h
Tętnośr. 109
Tętnomax 143
Kalorie 2315 kcal
Podjazdy 111 m
Temp. 21.0 °C
Więcej danych
R10 2021 - Dzień szósty.

Ostatni dzień wyprawy na Hel, biorąc pod uwagę okoliczności dnia poprzedniego można w zasadzie nazwać spacerkiem.
Szóstą dobę zaczęliśmy od śniadania w Dębkach, może nie tak szałowego jak w Ustroniu, ale za to taniego :). 
Dębki zgodnie z przebiegiem szlaku opuściliśmy leśnymi duktami, by po kilku kilometrach wskoczyć na ewidentnie przedtrójmiejskie asfalty. Domy stojące przy szosie w Karwieńskich Błotach jasno wskazywały na to, że kręci się tu większy "piniondz". Im bliżej Małego Trójmiasta się znajdowaliśmy, tym trudniej było oszacować w której miejscowości się obecnie znajdujemy, gdyż płynnie przenikały się jedna w drugą. Raczej bezproblemowo rozpoznałem Rozewie, ponieważ tam właśnie znajdowała się kolejna latarnia do zaliczenia. Spod latarni w zasadzie aż do końca, ale na potrzeby tego wpisu przyjmijmy że do wylotu z Władysławowa prowadziła nas dobrze oznakowana DDR-ka. Po wjechaniu na Półwysep Helski rozpoczęła się mniej lub bardziej nierówna walka z jeszcze bardziej nierówną kostką brukową, setkami rowerzystów i kolejnymi setkami aspirujących do bycia wyluzowanymi surferami gówniarzy. Jedną z dwóch przerw na półwyspie zaliczyliśmy w Chałupach w mocno średnio pasującym mi klimatem kontenero-barze. Przynajmniej mieli bezalkoholowe. Kolejna, krótsza pauza to Jastarnia i fotostop przy najniższej i niedostępnej do zwiedzania (bo i niewiele do zwiedzania tam jest) latarni. Z Jastarni przez Juratę ruszyliśmy już bezpośredniio na Hel. Ostatni odcinek szlaku, czyli wijąca się między drzewami ubita, szutrowa droga z licznymi, krótkimi podjazdami i zjazdami bardzo przypadł Agnieszce do gustu. Na końcu, lub na początku (zależy od której strony patrzeć) Polski zameldowaliśmy się w towarzystwie deszczu, który to deszcz w ogóle nie przeszklodził nam w zaliczeniu ostatniehj na naszej trasie latarni i Kopca Kaszubów. Oficjalnie zakończyliśmy zaplanowaną przeze mnie wyprawę z lewa na prawo.
W drodze powrotnej przez totalny przypadek trafiliśmy do jak się okaże najfajniejszego miejsca na Helu - Army Bar Charlie, zdecydowanie polecamy! Po posileniu się pysznymi, naprawdę pysznymi frytkami z batatów i wypiciu zasłużonego piwa ruszyliśmy do kwatery, też udanej zresztą.
Na Helu zostajemy jeden dodatkowy dzień.





























Zusammen R10 #06: Odargowo - Hel ⛅ | Ride | Strava
Środa, 7 lipca 2021 Komentarze: 2
Dystans 97.97 km
Czas 06:53
Vśrednia 14.23 km/h
Vmax 32.40 km/h
Tętnośr. 113
Tętnomax 159
Kalorie 4326 kcal
Podjazdy 188 m
Temp. 21.0 °C
Więcej danych
R10 2021 - Dzień piąty.

Piąty dzień tułaczki wzdłuż Bałtyku okazał się być tym najtrudniejszym, szczególnie dla Agnieszki. Nie chcę z siebie robić nie wiadomo jakiego kozaka, bo na koniec również byłem zmęczony, ale zdecydowanie nie w takim stopniu jak pozostałe 50% składu wyprawy.
Zacznę od kolejnej informacji na przyszłość - to niespełna 100 km warto podzielić na dwa dni z noclegiem w Łebie.
Po wyjeździe z Gardny Wielkiej od razu skierowaliśmy swe aluminiowe i stalowe rumaki ku owianym legendą Klukom. W dawnej osadzie Słowian zaliczyliśmy krótką przerwę na śniadanie w postaci pajdy ze smaloszkiem i serniczka, obowiązkowo bez rodzynek. Pajda była git, serniczek mocno średni. Posileni i pełni nadziei ruszyliśmy na bagna. Etap pierwszy okazał się być na tyle suchy, że wiele kładek można było wziąć bokiem. Były jednak też takie, które należało zaliczyć, gdyż sąsiadowała z nimi trawa tak wysoka i tak gęsta, że ciężko było ocenić stan jej podłoża. Za mostkiem nad Ciekiem Klęcińskim stanęliśmy przed dylematem - ruszyć krótszą drogą w lewo przez torfowiska, czy płytami na około. Postanowiliśmy zaryzykować i mijając pomarańczowy pachołek ruszyliśmy z rowerami u boku wąskim, grząskim singlem przez kolejne kładki. Szybko, bo max po 200-300 metrach zrewidowaliśmy swoje plany i postanowiliśmy wycofać się do usłanej płytami drogi okrężnej. Jednak ten pachołek nie stał tam bez powodu. Droga okrężna to na oko jakieś dodatkowe 10 km w 100% po ażurowych, betonowych płytach, jednak w ogólnym rozrachunku lepsze to, niż pchanie rowerów przez grząskie bagna i równoznacznie wystawienie się komarom i gzom na pożarcie.
Na szosę prowadzącą do Izbicy wyjechaliśmy w Zgierzu ;). Tam też napotkaliśmy dwóch gdańskich cyklistów także zaliczających R10. Wspólnie pokręciliśmy aż do szutrów w Gaci. Tuż za Gacią rozpętało się Słowińskie piekło w postaci piachów, piachów i powtarzam raz jeszcze - piachów. Irytacja Agnieszki sięgnęła zenitu, a nie mieliśmy za sobą nawet połowy trasy. Niesprzyjające kręceniu kilometrów drogi opuściliśmy w Żarnowskiej skąd DDR-em dotarliśmy do Łeby. W Łebskim porcie trafiliśmy na knajpę w której zdecydowaliśmy się odpocząć. Krótka recenzja ów przybytku brzmi mniej więcej tak: Łebskie 3 chmiele to naprawdę dobre piwo, dorsz z frytami i wyjątkowo smaczną surówką ani zły ani rewelacyjny, ot zjadliwy, szanty grają zdecydowanie zbyt głośno i są mega wku*wiające.
Za Łebą czekała nas kolejna wymagająca przeprawa - kręte, pełne korzeni single wzdłuż jez. Sarbsko. Po opuszczeniu kolejnego niezbyt przyjaznego niewprawionym cyklistom odcinka trafiliśmy do Osetnika, gdzie na moje, a tym bardziej Agnieszki szczęście ustawiono wiatę dla strudzonych podróżą cyklistów. Agnieszka miała chwilę by odsapnąć, natomiast ja pognałem (tym razem dosłownie) w górę by cyknąć fotę latarni Stilo. Strzelam, że nie było mnie góra 10 minut, więc po takim właśnie czasie ruszyliśmy dalej.
Z Osetnika aż do Białogóry prowadził wyjątkowo fajny jak na pomorską część R10 odcinek ubitej drogi żwirowej wijący się blisko wybrzeża. Dla Agnieszki miało to jednak drugo, albo i dalej-rzędne znaczenie, gdyż po samym Jej spojrzeniu było jasne, że tego dnia nie należy do miłośniczki sakwiarstwa długodystansowego (choć w tym wypadku długi dystans jest pojęciem względnym). W Białogórskim Lewiatanie zrobiliśmy drobne zakupy i spod sklepu ruszyliśmy prosto do Dębek. Z Dębek do noclegu dzieliły nas jeszcze 4 km na południe które pokonaliśmy bardzo spacerowym tempem z podjazdem na koniec.
W tym wypadku wieczór skompresował się do mycia i spanka.
Przed nami ostatni dzień trasy na Hel.





































Zusammen R10 #05: Gardna Wielka - Odargowo ⛅ | Ride | Strava

TROCHĘ O MNIE

Ten blog rowerowy prowadzi kubolsky z miasta Poznań
  • Mam przejechane 92191.32 kilometrów
  • Jeżdżę ze średnią prędkością 21.90 km/h


92191.32

KILOMETRÓW NA BLOGU

21.90 km/h

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ

175d 09h 26m

CZAS W SIODLE