Terenowy wypad do Lasów Czerniejewskich. Pierwszym punktem na trasie były jeziora Babskie wraz z prowadzącym wokół nich singlem. Następnie przez Wiśniewo, Wagowo i Zbierkowo, cały czas poza asfalami przemieściliśmy się w okolice Bocinca, skąd łąką wzdłuż rzeki Głównej dostaliśmy się do Imielna. Tu chwilowo chwytamy czarny dywan któym dojeżdżamy do S5. Ekspresówkę przecinamy w Chwałkówku by z jej drugiej strony ponownie wskoczyć w teren i skrajem lasu, oraz śródpolnymi duktami dotrzeć do Leśniewa, a następnie Baranowa. Ostatecznie w Mnichowie ponownie wlatujemy na asfalt i udajemy się do Gniezna na deser lodowy.
Spontaniczny wypad z p.Jurkiem i Mateuszem do Poznania. Szczerze mówiąc zbierając się do wyjazdu myślałem, czy nie zaproponować właśnie tego kierunku :). Dojazd na Maltę zgodnie z życzeniem Mr. Jerrego wariantem terenowym przez PK Promno, Katarzynki i wzdłuż jez. Swarzędzkiego. Na miejscu pauzujemy na kiełbasę/szaszłyk, oraz piwo. Powrót zorganizowaliśmy drugą stroną DK5, co wiązało się z przebiciem przez Poznań Wartostradą i dalej w stronę Koziegłów przebudowywaną Gdyńską. Z Kicina do Wierzenicy przedostaliśmy się duktem polnym, a dalej już w sumie tylko asfalty (poza odcinkiem Węglewo-Lednogóra). Po drodze organizujemy jeszcze dwie krótke przerwy w Wronczynie i Lednogórze, bo jazda pod wiatr daje nam popalić. Z Lednogóry do Łubowa mkniemy DDR-em, a do Gniezna serwisówką wzdłuż DK5.
Na koniec ciekawostka - nieświadomie, dokładnie rok po ostatnim Wings for Life obieramy tą samą destynację i ponownie trafiamy na niestrudzonych biegaczy :)
Na dziś zaplanowałem sobie wypad na działkę. Z samego rana odezwał się Brat i zadeklarował towarzystwo. Wspaniale, bo nie trawię jeździć solo. Dojazd i powrót tą samą trasą - Krzyżówka, Sokołowo, OW w Skorzęcinie (z obowiązkowym wjazdem na molo), Wylatkowo, Przybrodzin, Ostrowo Stare. W drodze powrotnej tuż przed Gnieznem minęliśmy się z kręcącym zapewne do domu Mariuszem. Słońce poprawiło to, co przyjąłem na siebie wczoraj. Oj będzie piekło... :P
18 stopni koło 8:00 wieczorem nie mogło się zmarnować. Wyskoczyłem na krótką, dotleniającą pętlę do Pierzysk, tak na lepszy sen. Plan się powiódł - spałem jak dziecko :)
Tym razem padło na Barcin (destynacja zaproponowana z partyzanta przez Micora). Wychodząc z domu kapnąłem się, że zapomniałem wgrać nakreślony dzień wcześniej ślad. Cóż, demencja... Pojedziemy na pamięć ;). O umówionej 10:00 ruszamy w kierunku Dębówca naszą ukochaną ul. Orcholską, dalej Gołąbki i oczywiście leśnostrada do Gąsawki. Z uwagi na fakt, iż ścieżka przyrodniczo-leśna nie widziała Micora od dobrych 2 lat (i vice versa) postanowiliśmy przy okazji zahaczyć o tą urokliwą dolinkę. Kolejny etap trasy to przejazd przez las wzdłuż jez. Chomiąskiego. Wyjeżdżając na śródleśną szosę z automatu skręciliśmy w lewo, a dojeżdżając do Łysinina zorientowaliśmy się że jedziemy w złym kierunku. Bywa... Cofnęliśmy się te kilkaset metrów dojeżdżając do kolejnego skrzyżowania na którym (tym razem już prawidłowo) ponownie odbijamy w lewo. Kolejne kilometry to kilka pałuckich podjazdów i zjazdów, przelot przez Wiktorowo, Wójcin, Wolice i docieramy do Barcina. Na miejscu większych atrakcji brak, więc chcąc nie chcąc udajemy się nad Noeć przycupnąć dłuższą chwilę na ławeczce. Droga powrotna pokrywała się z tą już przebytą aż do rozwidlenia szlaków w Ostrówcach. By urozmaicić sobie trochę trasę pomknęliśmy w kierunku Pniew, skąd przez las w ekspresoeym tempie dotarliśmy do Wenecji. Tu tradycyjnie urządziliśmy krótką przerwę na peronie wąskotorówki. Spod ruin w których ponoć straszy Diabeł Wenecki pomknęliśmy do Biskupina, a dalej śródpolnym szutrowym traktem do Złotnik. Przecinając szosę Rogowo-Gąsawa przedostaliśmy się do Szelejewa. Stąd aż do Budzisławia czekał na nas nudny asfalt. Dopiero za Budzisławiem ponownie chwyciliśmy teren, którym przez Gościeszynek i Lasy Królewskie dotarliśy do leśniczówki Sarnówko. Jedyne co nam pozostało to ponownie Dębówiec, ponownie Orcholska i jesteśmy w Gnieźnie. Z Dawidem pożegnałem się pod samym domem. Było w pytkę! P.S. Solidnie się przysmażyłem :P
Tym którzy rozpieprzają szkło naokoło najchętniej bym to szkło na łbach rozpie*dolił!!! Po trzecim łataniu dętki w Kędzierzynie stwierdziłem, że nie ma sensu jechać dalej i się stresować.