Po raz kolejny Wierzbiczany
Czwartek, 10 października 2013
Komentarze:
1
No, tym razem hamulce były już sprawne. Znaczy wczoraj również były, z tym że tarcza mi niemiłosiernie tarła. Dziś, po ostatecznej regulacji nic nie dzwoniło, nic nie tarło i wszystko dzałało jak należy. Działała również pogoda - gdyby nie te pomarańczowe i pożółkłe liście, w większości już znajdujące się na ziemi, można by pomyśleć że to wiosna a nie jesień. Zgadałem się znowu z p. Jurkiem i tradycyjnie umówiliśmy się na start z Wenecji, oczywiście punkt 16.00. Z domu po raz kolejny wyjechałem na półkrótko (w długich porach z miejsca bym się zagotował) i nad jeziorkiem byłem o czasie. Mister Jerrego jeszcze nie było, więc zdążyłem objechać Wenecję dookoła. Zamykając kółko trafiłem na p. Jurka. Tym razem to ja miałem koncept na jazdę, więc nie musieliśmy bezsensownie i na siłę rozkminiać trasy. Zaproponowałem rundkę dookoła jeziora Wierzbiczany. Powiecie że znowu. Ano znowu! Jesienią każdego dnia krajobraz się tam zmienia, no a poza tym jest to idealna trasa na dwugodzinny wypad. Miałem jeszcze misję - w drodze powrotnej musiałem zaliczyć sklep i zrobić zakupy na polecenie mej szacownej Małżonki ;). Ruszyliśmy tradycyjnie przez miasto, dalej przez Arkuszewo, ul. Reymonta i ul. Wierzbiczany wyjechaliśmy z miasta. Ruch na drogach był dziś jakiś wzmożony, a na dodatek udało nam się trafić na pyskatego buraka w blachosmrodzie. Dalej już poszło z górki - przecięliśmy skrzyżowanie na Wierzbiczanach i wlecieliśmy do lasu na Lubochni. Na krzyżówce duktów odbiliśmy w lewo kręcąc w okolice jeziora. Dalej strandardowo terenem przez las. Panu Jurkowi tak się spodobało, że co chwilę musiałem Go doganiać. Zanim opuściliśmy gruntowe szlaki p. Jurek ustrzelił nam pamiątkową samojebkę ;).

Kręcąc znowu po czarnym dywanie kapnąłem się, że mamy jeszcze w zapasie godzinę czasu. Zaproponowałem, by wykręcić do Jankowa Dolnego a z Jankowa odbić w stronę Wełnicy, czyli znowu pokręcić fragmentem trasy maratonu. Przy okazji znowu zagaiłem p. Jurka o Jego niechęć do terenu...i się wydało. Jego problem polegał na zbyt dużym ciśnieniu w oponach, przez co na nierónych, terenowych szlakach jechało się bardzo niekomfortowo. Opony faktycznie były twarde jak kamień. Zaproponowałem by upuścił trochę powietrza i sprawdził jak Mu się jedzie. Różnica była kolosalna, jak sam stwierdził Mister Jerry. Kolosalna do tego stopnia, że zamiast na Wełnicy wskakiwać ponownie na asfalt i ruszyć na ul. Orcholską, dalej pokręciliśmy terenem wzdłuż DK15, a ja znowu musiałem Go gonić :). Z gruntu na asfalt wyskoczyliśmy dopiero na ul. Wełnickiej i dalej Zamiejską, przez Łazienki i osiedle zajechaliśmy do Piotra i Pawła. Tu też pożegnałem się z moim dzisiejszym towarzyszem jazdy, a sam udałem się na zakupy. Do domu wróciłem przez miasto, trochę sobie tą trasę urozmaicając.

Na wierzbiczanach z Kubą© jerzyp1956
Kręcąc znowu po czarnym dywanie kapnąłem się, że mamy jeszcze w zapasie godzinę czasu. Zaproponowałem, by wykręcić do Jankowa Dolnego a z Jankowa odbić w stronę Wełnicy, czyli znowu pokręcić fragmentem trasy maratonu. Przy okazji znowu zagaiłem p. Jurka o Jego niechęć do terenu...i się wydało. Jego problem polegał na zbyt dużym ciśnieniu w oponach, przez co na nierónych, terenowych szlakach jechało się bardzo niekomfortowo. Opony faktycznie były twarde jak kamień. Zaproponowałem by upuścił trochę powietrza i sprawdził jak Mu się jedzie. Różnica była kolosalna, jak sam stwierdził Mister Jerry. Kolosalna do tego stopnia, że zamiast na Wełnicy wskakiwać ponownie na asfalt i ruszyć na ul. Orcholską, dalej pokręciliśmy terenem wzdłuż DK15, a ja znowu musiałem Go gonić :). Z gruntu na asfalt wyskoczyliśmy dopiero na ul. Wełnickiej i dalej Zamiejską, przez Łazienki i osiedle zajechaliśmy do Piotra i Pawła. Tu też pożegnałem się z moim dzisiejszym towarzyszem jazdy, a sam udałem się na zakupy. Do domu wróciłem przez miasto, trochę sobie tą trasę urozmaicając.
Komentarze